wtorek, 22 października 2013

Nocne wędrówki



Często kiedy rozmawiam z innymi rodzicami o tej przypadłości mojego syna słyszę twierdzenia, że każde dziecko tak ma i że wyrośnie z tego. Jednak nie jestem do końca pewna czy każde dziecko tak ma, a prawie pewna jestem, że w tym przypadku w większości jest to moja wina. O co konkretnie chodzi? Otóż moje dziecko regularnie (czyli co noc) przychodzi ze swojego łóżka do naszego i zostaje w nim do rana. Pewnie nie jest to jakiś wielki problem i wcale tak nie twierdzę. Ale fakt pozostaje faktem. Borys to nasze pierwsze dziecko, bardzo wyczekane i od noworodka nieco rozpieszczane. Chociaż jestem zwolenniczką okazywania jak najwięcej czułości i miłości, tak teraz wiem, że nie jestem zwolenniczką brania dziecka do swojego łóżka, nawet kiedy jest to jeszcze niemowlaczek. Kiedy synek był mały, spał w swoim łóżeczku, ale bardzo często po karmieniu nocnym nie odkładałam go z powrotem na miejsce, tylko zostawał z nami. Kiedy był starszy, ale nadal spał w łóżeczku, sam domagał się w nocy abyśmy go zabrali do siebie i my niestety ulegaliśmy. Potem przeprowadził się do swojego pokoju i swojego nowego łóżka ale nadal w nocy nas wołał, później już zaczął sam przychodzić, nierzadko z poduszką, kołdrą, króliczkiem i wieloma innymi rekwizytami... Oczywiście uwielbiałam i nadal uwielbiam przytulać się do tego drobnego ciepłego ciałka, ale nie o to chodzi. Niedługo Borys skończy 4 lata i nadal co noc nas odwiedza. Wiele razy obiecywałam sobie, że będę go od razu odprowadzać do jego pokoju i nawet były takie próby, jednak krótkotrwałe, potem kiedy pojawiły się kolejne dzieci było trudniej, bo po prostu byłam zbyt zmęczona, żeby wdrożyć to w życie.Wydaje mi się jednak, że jedynym sposobem dla zdeterminowanych jest konsekwencja - czyli systematyczne odprowadzanie do własnego łóżka. U nas wiązało się to z tym, że dzieciak bardzo się rozbudzał, płakał i trzeba było go uspokoić a potem kolejny raz uśpić, co wiązało się z długą  przerwą w śnie, na który ja nie mogłam sobie pozwolić, bo w perspektywie miałam za chwile kolejne budzenie - np. na karmienie młodszej córki. W pewnym momencie więc przestałam zwracać uwagę na te jego nocne wędrówki i je zaakceptowałam. W tym momencie truję mu w ciągu dnia, że ma do mnie nie przychodzić, ale rezultatów nie ma. Nauczona doświadczeniem podobnego błędu nie popełniłam z córkami - same zasypiają w swoich łóżeczkach i w nocy w nich pozostają. Mam nadzieję, że tak zostanie, kiedy przeniosą się do łóżeczek bez szczebelków, z których będą mogły same wyjść. A co do syna to pocieszam się myślą, że rzeczywiście kiedyś mu przejdzie, w końcu nie spotkałam się z 16-latkiem śpiącym z rodzicami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.