piątek, 25 października 2013

Przedszkole - problem z jedzeniem

Kilka słów o tym, jak przedszkole wpływa na moje dzieci. Zaczęłam szukać przedszkola dla Borysa kiedy miał skończone 2 lata, dokładnie w lutym, ale z zamiarem posłania go standardowo od września. W przedszkolu państwowym usłyszałam, że mogę złożyć podanie, ale szansa jest bardzo nikła bo rocznikowo jest dwulatkiem, więc miejsca prawdopodobnie nie starczy dla niego. Postanowiłam więc zorientować się jakie mam alternatywy. Okazało się, że mam w moim miasteczku kilka prywatnych przedszkoli, więc umówiłam się w jednym z nich - miałam w zasadzie zamiar odwiedzić wszystkie, żeby je porównać, ale skończyło się na tym pierwszym. Na spotkaniu pani dyrektor przekonała mnie że warto posłać Borysa na kilka godzin dziennie już teraz - właściwie dlaczego nie - pomyślałam. Przedszkole niepubliczne, ale do 5 godzin bezpłatne - tak jak państwowe, musiałabym jednak wozić syna na 7 rano - zrezygnowałam i postawiłam na godzinę 9 - dziecko spokojnie się wysypiało, miałam czas ogarnąć siebie i jego, czasem nawet wypić kawę. Opłata niewiele większa niż w państwowym przedszkolu. Borys najpierw był w grupie maluszków pod opieką dwóch pań. Grupa liczyła około 20 dzieci, ale w praktyce część z nich rzeczywiście chodziła w godzinach 7-12 więc po tej godzinie było już zdecydowanie luźniej. Przez kilka pierwszych dni zostawiałam syna na dwie godzinki z czasem wydłużając do 5. Niestety najgorszą sprawą było jedzenie. Z tym miałam i nadal mam problem, ponieważ Borys to typowy niejadek, który wielu rzeczy nie lubi, boi się spróbować i w przedszkolu praktycznie nic nie jadł... Pani - współpracując ze mną próbowała wielu sposobów, ale czas mijał a on nadal nic nie jadł i chociaż w domu nadrabiał tym co lubi, to jednak nie była to zdrowa sytuacja. Umówiłam go nawet na spotkanie z psychologiem, bo stwierdziłam, że to jakieś zaburzenie żywienia. W tym okresie jednak bardzo dużo chorował i miał prawie dwumiesięczną przerwę, na spotkanie z psychologiem nie dotarliśmy. Po przerwie postanowiłam wydłużyć mu czas pozostawania w przedszkolu - najpierw na próbę,żeby sprawdzić czy w sytuacji większego głodu skusi się żeby cokolwiek zjeść. Niestety nadal był z tym bardzo duży problem, zdecydowaliśmy więc że będę mu dawać małe przekąski, żeby przez te 7 godzin jednak cokolwiek zjadł. Poskutkowało to na tyle, że przestałam drążyć temat i Borys z czasem zaczął coraz więcej rzeczy jeść w przedszkolu plus te małe przekąski, które cały czas mu przynoszę. Wiele razy słyszałam opinię, że niejadki w domu bardzo chętnie jedzą wszystko razem z innymi dziećmi w przedszkolu. W przypadku mojego niejadka niestety tak się nie stało, chociaż miałam taką nadzieję. Na szczęście, dzięki pracy pań przedszkolanek udało się wypracować jakiś kompromis, dzięki czemu ja jestem spokojna że dzieciak nie siedzi głodny i on jest zadowolony, że nie wmusza się w niego na siłę jedzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.