czwartek, 7 listopada 2013

Z dzieckiem u fryzjera

Na razie moje doświadczenia opierają się na Borysie, Kalinka długo nie cieszyła się bujnym owłosieniem a teraz nadrabia, ale z pewnością jej loczki nie nadają się jeszcze do obcinania. U Sonki natomiast nie ma jeszcze co obcinać :) Początkowo mój syn miał miękkie loczki i miałam chytry plan by mu je zapuścić. Niestety w wakacje główka bardzo mu się pociła i był to dla niego dyskomfort, więc postanowiłam skrócić jego męki (z bólem w sercu). Jako, że ja zdolności fryzjerskich za grosz nie posiadam, udaliśmy się do zakładu zaprzyjaźnionej pani fryzjerki i choć na początku nie było kolorowo to teraz te wizyty to powód do radości. Pani sadza go na dodatkowych poduszkach i świetnie daje sobie radę pomimo nieustannego kręcenia głową przez syna. Na pewno to co pomogło w tych wizytach - bądź co bądź dość częstych, to kącik, jaki został w salonie urządzony z myślą o małych klientach. Kilka półeczek a nich drobne zabawki, zajmują czas oczekiwania na swoją kolej (przeważnie jednak umawiam się z wyprzedzeniem i nie musimy czekać) a na fotelu zawsze Borys ma jedną lub dwie zabawki w łapkach i to też odwraca jego uwagę. Dochodzi do tego, że nie chce wychodzi z zakładu. Jeśli w zakładzie nie ma takiego dziecięcego kącika zawsze można wziąć ze sobą jakąś drobną zabawkę, która zajmie czas dziecka. No i najważniejsze - nie wymyślajmy zwariowanych - ciężkich do wykonania fryzur, bo to dziecko - niecierpliwi się i w efekcie może w ogóle nic nie wyjść z próby ścięcia. Proste, wygodne fryzurki, które można szybko ułożyć w domu to moim zdaniem podstawa.

1 komentarz:

  1. heheh niedługo będzie trzeba wynajmować cały salon żeby wszystkie dizeci obciąć ;D
    Ala

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.