środa, 18 grudnia 2013

Pierniczki

Miałam w tym roku odpuścić, darować sobie wspólne pieczenie pierniczków. Ale nie dałam rady... Chodziły za mną, chodziły i wychodziły. Dodatkowo zmotywowała mnie koleżanka (uwielbiam te nasze telekonferencje), która właśnie na dzisiaj zaplanowała pichcenie wspólnie ze swoimi dziewczynkami. No i w końcu podjęłam decyzję, że co ma być to będzie, ale pierniczki upieczemy. I upiekliśmy.
Dzieciaki były oczywiście zachwycone, ja na początku też, a potem tylko mówiłam sobie w myślach: "Daj spokój, Ewa, to przepis na świąteczną frajdę...". Szczególnie kiedy Kalinka po raz kolejny po kryjomu dosypywała mąki do ciasta a potem zamiast wycinać kształty uparcie zwalała ciasto ze stolika i rozdeptywała je kapciuszkami :) No cóż, za rok będzie lepiej, wnioskuję patrząc na Borysa, któremu szło całkiem dobrze i bardzo się zaangażował. Potem wcinał upieczone ludziki - to znaczy zjadał im głowy i stopy, korpusy zostawiał nie wiedzieć czemu?
W każdym razie pierniczki są i mimo zwiększonej ilości mąki w przepisie, są bardzo smaczne, co zostało potwierdzone przez tatę. Co prawda jeszcze nie polukrowane, ale tą przyjemność zostawię sobie na inny dzień :)




9 komentarzy:

  1. Hmmm, to już chyba tylko w Hubisiowie nie ma pierniczków... Ale wstyd.... :-)! Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, u Raków też nie ma! Matka nie ogarnęła przepisu na bezglutenowe:)

      Usuń
    2. Ha, to musisz sama jakiś opracować, heloł pierniczki muszą być :D
      Hubisiowa mama to ogarnij się i jutro mogą już być :D

      Usuń
  2. Pierniczki wyglądają cudownie, ale mniej cudownie niż stopy na zdjęciu:) Nic na to nie poradzę, takie stopy to mój fetysz;)

    OdpowiedzUsuń
  3. śliczne Wam wyszły :)) jednak twoje dzieci to słodkie potwory ;D pozdrawiamy
    www.kacikkuby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mamy pierniki, po mimo że chęci do roboty marne :D
    ale poszło! hurtowo, ponad 100 sztuk :D
    Dzieciaki słodko pomagają! :)
    Pozdrawiamy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas też sporo tego wyszło, ale nie liczyłam :) kto teraz zje ?

      Usuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.