niedziela, 29 grudnia 2013

Problemy w supermarkecie

Jakiś czas temu pisałam o systemie motywacyjnym, który zorganizowałam dla synka, aby nauczyć go samodzielnego zasypiania. Więcej możecie poczytać TU. System zadziałał i syn usypia zupełnie sam, ale założenia należy wypełnić do samego końca. I wyglądało to tak, że skoro ostatnią uśmiechniętą buzię narysowaliśmy w 1 dzień Świąt to jak najprędzej musieliśmy wybrać się po obiecany prezent. To nic, że prezentów niezliczoną ilość przyniosła Gwiazdka pod choinkę, przecież od przybytku głowa nie boli. No musiałam swoją obietnicę spełnić, więc odbyliśmy wycieczkę do Tesco.
Plan był prosty - dwójka potworów, dwa szybkie wybory - kasa i powrót do domu. Dział z zabawkami w Tesco mamy niezbyt rozbudowany na szczęście, ale i tak moje starsze dziecko nie mogło się zdecydować - w końcu po niezliczonej ilości podsuniętych przeze mnie zabawek w przyzwoitej cenie, Borys zdecydował się na figurki Transformers - które na dodatek rozbierane są na małe cząsteczki plątające się teraz po całym domu. Nie ważne co, ważne że wybrane i jeden dzieć z głowy.
Z Kalinką byłoby łatwiej, bo złapała najpierw gumową świnię, potem krowę, ale matka zamiast według planu iść do kasy, stwierdziła, że tyle już zwierzaków w domu, to może jakąś lalę (tak jakby lal było mało w domu). Z półki z tanimi lalkami wybrałam małą, w nosidełku, podsunęłam córce, wybór zaakceptowany, na cenę nie zwróciłam uwagi, bo wzięłam z półki z tańszym asortymentem - liczyłam że około 30-40 zł. Niestety przy kasie czekała mnie niespodzianka - lalka kosztowała 90 zł - masakra, ale postanowiłam odżałować i oszczędzić sobie wrzasków i płaczu, anulowania rozpoczętego paragonu, powrotu do półek z zabawkami i dokonywania kolejnych wyborów.
 Kiedy dojechaliśmy do domu okazało się, że lalka nie ma ściąganego ubranka i Kalinka jej nie chce, chce inną - ze ściąganym ubrankiem. No wtedy to już zaczęła mnie brać cholera - no bo jakby się jeszcze bawiła to bym te 9 dych odżałowała, ale jak ma leżeć niechciana to nie ma opcji - oddaję. No i oddałam, bo pomyślałam, że za te pieniądze to mogę kupić naprawdę fajną zabawkę, którą dzieciaki będą się bawić a nie małą laleczkę, której na dodatek nie ściąga się ubranko.
Kiedy wróciłam do domu córeczka już spała, a na drugi dzień nawet nie pamiętała, że istniała jakaś lalka (chociaż na wszelki wypadek wzięłam inną - tańszą i ze ściąganym ubrankiem - ale czeka spokojnie w szufladzie na jakąś okazję).




5 komentarzy:

  1. Takie to są dzieciaczki- następnego dnia już nie pamiętają :) Ale domyślam się jak musiałaś się zdenerwować przy kasie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nauczona doświadczeniem zawsze patrzę na cenę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niby ja też, ale nie mogłam jakoś dojrzeć (potem sprawdziłam i ceny nie było)

      Usuń
    2. Ja też już nie raz się nacięłam przy kasie, więc staram się sprawdzać cenę. A jak ceny nie ma to proszę kogoś z obsługi o pomoc. Ale suma sumarum - mamo gratki też dla Ciebie za dotrzymanie słowa;)

      Usuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.