sobota, 21 grudnia 2013

Samodzielność dziecka

My mamy tak już mamy, że wydaje nam się, że nasze dzieci cały czas potrzebują naszej pomocy. I teraz kwestia jest taka, jak szybko połapiemy się, że nasze dzieci robią się już coraz bardziej samodzielne i naszej pomocy potrzebują coraz mniej. Prawda jest taka, że często nie pomagamy a wyręczamy nasze pociechy, żeby było szybciej, żeby one nie marudziły, bo po prostu tak je nauczyliśmy i tak jest łatwiej. Sama jestem w takiej sytuacji, że wmawiam sobie, że jak nie nakarmię Borysa to nic nie tknie - zrobiłam próbę i nie karmiłam go, ale usiadłam i pilnowałam żeby zjadł sam chociaż część porcji. Od dawna je sam obiad czy kolację, ale problem jest z zupami. Częściowo się udało i ostatnie łyżki podaję ja - tylko dlatego, że bardzo zależy mi, żeby syn zjadł pełną porcję zupy, ponieważ jest niejadkiem i jest to jeden z posiłków, które dostarczają mu dużo wartości odżywczych. Gdyby to było inne danie, to nie paliłabym się tak do pomocy. Kalinka bardzo szybko chciała wszystko sama robić i teraz też sama już je wszystkie posiłki. Teraz jestem z tego zadowolona, ale był okres, że miałam ochotę wyrwać jej łyżkę z dłoni - bo nie dość, że jadła powoli, to wszystko dookoła było upaćkane, co wiązało się ze sprzątaniem tego bałaganu, zmienianiem bluzeczki, a nieraz i całego ubioru, myciem rączek i buzi...masakra. Ale, teraz z nią nie ma problemu, a Borys jest rozleniwiony z mojej winy i lubi być karmiony.
Druga taka sytuacja, to samodzielne ubieranie. I tu analogicznie - człowiek popuszcza, bo szybciej i lepiej sama to zrobię. Nie mogłam patrzeć jak się grzebie, ale w końcu się ogarnęłam i powiedziałam dość - szczególnie, że jak chciał to potrafił rozebrać i ubrać się w ekspresowym tempie. Kolejny raz nauczyłam go, że coś za niego robię i tak mu było wygodnie. Zmieniłam to, teraz pomagam mu w ubieraniu i ściąganiu kalesonków, przed i po przedszkolu, bo inaczej spędzałabym pół dnia w szatni przedszkolnej, czasem też w górnej części ubioru, ale pracujemy nad tym :).
Sprzątanie zabawek i swoich pokoi to temat rzeka i tu głównie mój mąż wyręcza dzieciaki, bo one wiedząc, że im nie odmówi słodkimi głosikami proszą : pomożesz mi pozbierać klocki? Po czym siedzą i patrzą jak tata zbiera. Generalnie jednak staramy się też chociaż częściowo nauczyć ich, że po zabawie należy poskładać swoje rzeczy - czasem wychodzi a czasem nie :)
Tych codziennych czynności, w których pomagamy dzieciom jest mnóstwo - mycie się, mycie zębów, czesanie, korzystanie z toalety, pomoc w sprzątaniu. To co jeszcze zauważyłam, to że mimo, że Borys jest leniuszkiem i lubi jak ja go wyręczam w wielu sprawach to jednocześnie sam też lubi podejmować próby (jeśli tylko mu się chce) i kiedy coś mu wychodzi, jest z siebie niesamowicie dumny - ja to podkreślam i zawsze go chwalę.
W każdym z aspektów życia codziennego trzeba pozwolić dziecku próbować samemu pokonywać kolejne kroki. Ja to już wiem i każda mama musi w pewnym momencie to sobie uświadomić, żeby po prostu nie zrobić krzywdy swojemu dziecku. Ja wiem, jak jest - praca, mało czasu i wieczny pośpiech i tego nie da się przeskoczyć - czasem rano dla pracującej mamy liczy się każda minuta. Ale warto chociaż częściowo dać dzieciakowi się wykazać - małymi krokami też można nauczyć się samodzielności.
Muszę napisać też, że dużą rolę w kształtowaniu samodzielności u moich dzieci odegrało przedszkole - to drugie miejsce po domu, w którym zdobywają nowe umiejętności i wiedzę.



2 komentarze:

  1. zdjecie syna myjącego zeby i włączona suszarka na zlewie???!!! Kochana gdzie bezpieczeństwo??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat mój mąż jest elektrykiem - suszarka jest w drugiej klasie ochronności - czyli jest cała izolowana, żeby mogła zrobić krzywdę musiałaby wpaść do wody, a to jest praktycznie niemożliwe. Nawiasem mówiąc gniazdko jest włączane przy przełączniku światła, praktycznie cały czas jest nieaktywne :)

      Usuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.