środa, 4 grudnia 2013

Wspomnienia porodowe

Większość moich znajomych i koleżanek ma, tak jak ja, przynajmniej jeden poród za sobą. To sprawia, że stajemy się bardzo monotematyczne podczas naszych ostatnio coraz rzadszych spotkań (wiadomo - dzieci, praca, mężowie, sprzątanie, różne miejsca zamieszkania). I pisząc monotematyczne wcale nie mam na myśli tematu naszych dzieci i ich rozwoju. Naszym stałym punktem spotkania jest wspominanie porodów własnych. Szczególnie z jedną koleżanką uwielbiamy się naszymi wspomnieniami torturować (tak, tak Kasiu o Tobie mowa :)). Nasi mężowie znają na wylot nasze przeżycia wewnętrzne, zewnętrzne, jak było przed a jak po i co generalnie to wniosło do naszego światopoglądu. Zupełnie bez krępacji potrafimy przy obcym mężu opowiadać o parciach, lewatywach, nacięciach bądź ich braku, otwartych ranach, szyciu i innych drastycznych szczegółach. Dzielimy się tym z dziką satysfakcją w oczach również z koleżankami, które nie rodziły (wiem - to okrutne, ale chyba silniejsze od nas). Kiedy już zdecydujemy, że wyczerpałyśmy temat, następuje puenta - ten cały ból szybko się zapomina, ale uczucie, kiedy kładą Ci Twoje dziecko na piersi jest najpiękniejsze na świecie i zostaje z Tobą na zawsze.
A to moje potwory krótko po urodzeniu.



6 komentarzy:

  1. Gdzie te potwory?
    Ja tam widze słodziuchne pysiolki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochane pysiaki! Odkąd moje własne pojawiły się na świecie: http://majerankowo.pl/?p=198 jakoś tak z wielką sympatią patrzę na wszystkie bobasy, które mają te parę dni. Oj kiedyś było inaczej, ale chyba macierzyństwo i instynkt przeważyły u mnie szalę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyglądają jak blizniaki ;-) Ewcia, swietny blog. Jestem pierwszy raz ale będę zaglądać częściej. Pozdrawiam!!!!! O.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę :) chociaż nie wiem kto to :)

      Usuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.