środa, 22 stycznia 2014

Na wiecznej diecie :)

Przyznaję się. Jestem na wiecznej diecie. Tylko ta moja dieta to zbitek różnych diet w różnych okresach czasu, przerywanych moimi ciążami (wtedy wiadomo na diecie nie jest wskazane być) i jakimiś tam okresami bez diety (bardzo krótkimi naprawdę).
W dzieciństwie moja dieta była bardzo uboga w warzywa i owoce. Byłam niejadkiem identycznym jak mój Borys. Bałam się nowych smaków i nie chciałam jeść nic co mi się nie podobało, a nawet jak mi się podobało to miałam obawy. Z czasem jednak zaczęłam próbować coraz więcej rzeczy a w konsekwencji teraz jem wszystko. No prawie wszystko. W każdym razie nie boję się próbować a warzywa i owoce weszły na stałe do mojego jadłospisu.
W szkołach to ja się nie odchudzałam, o nie. Ani mi to w głowie było. Wręcz moje odżywianie było niezbyt zdrowe. Frytki - bardzo często, smażone na głębokim oleju i to nie porcja a cała miska, pizze na grubym cieście robione przez mamę, kiełbaski na gorąco i smażone kotlety schabowe - to były moje ulubione dania. W końcu zaczęło mi się robić troszkę ciasno w spodniach, spod bluzeczek zaczęły wychodzić tłuste fałdki i poczułam się źle w swoim ciele a to był pierwszy krok do zmian w moich nawykach żywieniowych.
No i zaczęłam oczywiście źle - ograniczyłam sobie jedzonko i to bardzo, schudłam dość szybko a potem szybko wróciłam i tak kilka razy. Najpierw swoją własną dietę sama sobie ułożyłam - trzy skromne posiłki dziennie, praktycznie zero węglowodanów i dużo warzyw. A do tego praca fizyczna w sklepie - byłam wyczerpana. Ale w tym czasie rzuciłam też palenie więc bardzo mi zależało żeby z tego tytułu nie zaprzepaścić diety.
Potem przez rok mieszkałam ze szwagierką, która tak jak ja, jest i była na wiecznej diecie i tak jak ja kocha lody i hamburgery :) I tak na zmianę lody z dietami się u nas przeplatały - suma sumarum nic nie spadło i na szczęście nic nie przybyło, a na ile to się odbiło na naszym zdrowiu - wolę chyba nie wiedzieć. Znalazłyśmy kiedyś taką dietę opartą na soku z żurawiny - nie pamiętam co tam jeszcze można było jeść, w każdym razie nagotowałyśmy cały gar zupy i po jednym dniu rzuciłyśmy się dosłownie na lodówkę. Taka sytuacja...
Przeszłam przez Dukana i miałam też krótki epizod z South Beach (nawet dwa podejścia, ale jakoś mi nie podpasowała) a teraz, kiedy zostało mi to ostatnie 5 kg próbuję diety Weight Watchers (Strażnicy Wagi), którą z powodzeniem stosowałam zanim zaszłam w ciążę z Sonią - mało popularna w Polsce ale za granicą bardzo. Troszkę zmieniłam zasady, bo ta dieta opiera się głównie na spotkaniach w grupie wsparcie a w Polsce Strażnicy Wagi nie funkcjonują, więc muszę jakoś obyć się bez spotkań, ale dieta jest zdrowa, pozwala na jedzenie wszystkich produktów i uczy dokonywania mądrych wyborów (np. cały brokuł zamiast dwóch plastrów sera żółtego).
Moja dieta jest o tyle dobra, że co jakiś czas odpuszczam i robię sobie święto, żeby nie zwariować i nie rzucić się na jedzenie. W końcu uwielbiam jeść dobre rzeczy i na pewno jeśli mam ochotę nie odmówię sobie kawałka pizzy czy porcji lodów. Grunt to znaleźć złoty środek :)
A na zdjęciu moje śniadanko :)


7 komentarzy:

  1. :) Czy Ty jesteś mną? ;) Bo pomijając szczegóły to tak jakbyś o mnie pisała. Nie znałam tej ostatniej diety, o której piszesz ale od kilku miesięcy stosuję coś bardzo podobnego. Bardzo dbam o to co wybieram i mocno ograniczam niezdrowe rzeczy. Doszłam do wniosku że nic innego się u mnie nie sprawdzi... Fajnie tu u Ciebie i staż blogowy mamy podobny, idę zwiedzać archiwum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też staram się żeby to właśnie nie była dieta a zdrowe odżywianie, ale jakby nie było jakieś tam zasady ta dieta ma i je spełniam :) pozdrawiam

      Usuń
  2. Na wiecznej diecie ? To tak jak ja :) chociaz ostatnio juz nie nazywam tego dietą tylko zdrowym odżywianiem ;) i idzie mi zdecydowanie lepiej no ale postawiłam tez na treningi....uf ciężko jest.... ;) uśmiałam się po pachy z tego gara zupy i żurawiny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja też od września ćwiczę bo bez tego to ciało mało jędrne i flaczki tu i ówdzie więc prócz dietki ruch musi być :)

      Usuń
  3. ale pyszność :)))) !!! na sam widok z chęcią bym schrupała ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. zaintrygowała mnie dieta ze strażnikami wagi w tle:) pozdrawiam i życzę sukcesów:)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.