piątek, 24 stycznia 2014

Rodzicielskie grzechy i wizyta na pogotowiu

Każdy z nas - rodziców ma na pewno swoją osobistą listę błędów rodzicielskich. Nie mówię tu o błędach, które doprowadziły do jakiejś większej szkoda dla naszej pociechy (bo zakładam, że o takich nikt nie chce pamiętać), ale o takich, o których myślimy z rozczuleniem, ze śmiechem lub z niedowierzaniem (jak wogóle mogło mi coś takiego przyjść do głowy). Czasem podczas rozmowy ze znajomymi mamami zdarza mi się usłyszeć jakiś niezły kwiatek. Kiedyś koleżanka w poczekalni u lekarza opowiedziała mi jak razem z mężem dali synkowi żelki - ponieważ tak mu smakowały, że zjadł całą paczkę, postanowili dać mu jeszcze jedną i bardzo się cieszyli, że dzieciak tak się zajada. Niestety całą noc mieli nieprzespaną - po takiej ilości zżelowanego cukru i substancji chemicznych - całonocne rzyganko gwarantowane. Młodzi rodzice jednak tego nie przewidzieli - teraz wspominają tą swoją rodzicielską porażkę, czy też lepiej powiedzieć grzech, z uśmiechem i lekkim zażenowaniem :)
Nie ma ludzi idealnych, więc po spinać się i twierdzić, że zawsze wszystko robi się tak jak należy? Są tacy ludzie? Pewnie tak, ja na szczęście ich nie spotkałam, sama do ideałów nie należę i mam tylko nadzieję, że moje błędy są na tyle nieszkodliwe, że na psychice dzieci nie pozostaną trwałe blizny... 
Dzisiaj dzień pechowy, ale nie za sprawą moich błędów... Rano Borys obudził się zakatarzony i do przedszkola nie poszedł, a po południu z Kalinką wylądowałam na pogotowiu. Trochę spanikowałam, ale jak to mówią: lepiej dmuchać na zimne. Kalinka wyrżnęła podczas zabawy w róg ściany i na czole w ciągu 5 sekund pojawił się jej wypukły krwiak, takiego nigdy jeszcze nie widziałam... zanim dojechałam do szpitala i pan doktor nas przyjął (w sumie około 25 minut) guz zmalał i nie wyglądał już tak przerażająco. Zalecona obserwacja i Kalinka ma dzisiaj spać razem z nami. TO SUPER - będziemy chyba dziś spać w piątkę w jednym łóżku, bo Borys przychodzi do nas standardowo każdej nocy a Soniak też ma ostatnio gorsze spanie i nad ranem śpi już na mojej klacie. Życzcie powodzenia :)
Zielone usta są skutkiem malowania pisakiem po balonie, zrobionym przez przemiłą panią pielęgniarkę dla Kalinki z rękawiczek lateksowych (nie pytajcie o nic :D)
Dla przypomnienia jak Kalinka wygląda normalnie :)



6 komentarzy:

  1. ło matko, jaka poturbowana
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda Kalinki. Będziecie dzisiaj mieli w łóżku ciasno, ale rodzinnie:):):) Pozdrawiam, ucałuj Kalinkę. Niech guz się wchłania i da o sobie szybko zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w końcu spała u siebie, nie dała się przenieść... ale za to ja czuwałam i latałam co chwilę do niej sprawdzać, nie mogłam spokojnie usnąć

      Usuń
  3. Co ja miałam z moimi braćmi.. Jako najstarsza siostra opiekowałam się dwoma rozbójnikami kiedy rodzice byli w pracy..Młodszy miał właśnie takiego krwiaka po spotkaniu ze starą ławą rodziców. Następnym razem wrócił do domu ze złamaną nogą. Zawsze na mojej ''zmianie'' ;) przy dzieciach wystarczy kilka sekund..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to rodzice nie byli pewnie zachwyceni :)

      Usuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.