sobota, 8 lutego 2014

Bez tej pomocy chyba bym nie przetrwała, czyli na kogo zawsze mogę liczyć

W domu mamy szpital - Borys zaczął gorączkować w środę, w piątek miałam telefon z przedszkola, że Kalinka ma temperaturę, a dzisiaj po południu zaczęła gorączkować też Sonia.  Na szczęście Borys i Kalinka dziś już cały dzień bez gorączki, więc mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Nie zmienia to jednak faktu, że raczej nie możemy się ruszyć z domu i dzieciaki powoli zaczynają chodzić po ścianach.
W takich dniach jak dziś, jeszcze bardziej niż zawsze doceniam pomoc jaką mam, jaką daje mi rodzina. Babcia (chociaż obecnie też chora) i dziadziuś, z którymi mieszkamy pod jednym dachem są niezastąpieni. Codziennie zapewniają mi ten komfort, że mogę spokojnie zawieść i przywieść dzieci z przedszkola, iść na zakupy, do lumpeksu, do lekarza czy gdziekolwiek indziej, nie martwiąc się co zrobić z Soniakiem. Popołudniami i w weekendy dzieciaki same chętnie idą do babci i dziadzia, jest to dla nich taka zmiana otoczenia i urozmaicenie, a i dziadki cieszą się, że mają trochę "rozrywki" (delikatnie powiedziane :))Babcia bez problemu zgadza się też aby popilnować całą trójkę wieczorem, kiedy chcemy wyjść gdzieś we dwoje.
Drugą osobą, której należą się wielkie podziękowania jest moja siostra, która albo tak uwielbia moje dzieci, że dnia bez nich sobie nie wyobraża, albo ma wobec mnie takie poczucie obowiązku, że musi nas codziennie odwiedzić, pobawić się z dziećmi i ulżyć mi w moich obowiązkach. Pewnie te dwie rzeczy po trochu, ale wiem jedno - zawsze, kiedy tego potrzebuję, mogę na nią liczyć. Ba, ja nawet nie muszę prosić, bo ona sama się domyśla, kiedy potrzebuję pomocy. Na dodatek dzieciaki ją wprost uwielbiają. Przyznaję, że miałyśmy momenty, kiedy nie było tak kolorowo, ale widać życie nas uczy pokory i człowiek przypomina sobie, że rodzina jest najważniejsza.
Matka chrzestna Borysa odwiedza nas kiedy tylko nie jest na studiach :) Zapewne jako młoda osoba znalazłaby lepsze zajęcie niż wizyta u matki polki i jej potworów, więc chyba musi nas lubić. Jednego się tylko boję: czy przyszła Pani psycholog nie robi przypadkiem analizy moich dzieci???? Kochana, jeśli to czytasz, to lepiej się nie przyznawaj :D bo zacznę się bać Twoich odwiedzin :) W każdym razie tą  ciocię dzieciaki też uwielbiają i bardzo się cieszą kiedy nas odwiedza.
Jedno jest pewne: dla wszystkich osób, które uczestniczą w naszym  codziennym życiu należy się jedno, ale duże słowo: dziękuję. Nie wiem, jak dałabym sobie bez Was radę (naprawdę byłoby ciężko). 



9 komentarzy:

  1. Super, że możesz liczyć na pomoc najbliższych! U nas przez to, że babcia i dziadek z obu stron pracują to ciężko jest czasem o taką pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas już na emeryturze, ale wiadomo lata już nie te, pomimo to bardzo pomagają :)

      Usuń
  2. Żadnej analizy! Nigdy przenigdy! :)

    Ala

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekstra, że macie taką pomoc.
    My niestety na pomoc liczyć nie możemy i zazdroszczę każdemu, kto może choć na godzinkę podrzucić dziecko dziadkom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, naprawdę jak są dzieci to docenia się każdą pomoc :)

      Usuń
  4. Taka pomoc bliskich Osób jest niezastąpiona. Sama coś o tym wiem. Dzięki Dziadkom mieszkającym obok mogłam spokojnie pracować gdy rozstałam się z mężem a moja mama mieszkająca z nami też nie raz zajmowała się Córcią gdy była taka potrzeba.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.