czwartek, 6 lutego 2014

Człowiek się uczy na błedach, czyli czego nie robimy przy drugim i kolejnym dziecku (albo obiecujemy, że nie zrobimy)

Obstawiam, że każda, posiadająca więcej niż jedno dziecko mama lub w ogóle rodzic, wie o czym mówię. Będąc w ciąży mamy zazwyczaj plan dotyczący wychowania dziecka, na dodatek nakreślony w każdym zakresie. Praktycznie do momentu studiów jesteśmy w stanie określić nasze priorytety i sposób postępowania.
Nie wybiegając jednak tak daleko w przyszłość skupmy się na sprawach, które wprowadzamy w życie (lub nie wprowadzamy)  niedługo po urodzeniu maluszka. Czasem udaje się te zasady, które sobie rodzice zaplanowali wprowadzić, a czasem niestety życie decyduje za nas (również potrzeba snu albo chociaż odpoczynku daje o sobie znać).
Jedną z takich spraw jest spanie w łóżku rodziców. Jak już zdecydujemy, że dziecko ma swoje łóżeczko a w łóżku rodziców może ewentualnie spędzać niedzielne przedpołudnia, to nagle nasze dziecko jest zgoła innego zdania. Ono chce spać razem z mamą i czuć jej bliskość a odłożone do łóżeczka drze się niemiłosiernie. Często ulegamy i kończy się to spaniem razem. Przy drugim i kolejnym dziecku, jesteśmy nieco mądrzejsi i nawet w chorobie obawiamy się wziąć malucha do łóżka, bo przypomina nam się wbijanie łokci pod żebra, stopy na twarzy albo jeszcze inne dziwne sytuacje, na jakie są narażeni rodzice śpiący razem ze swoimi pociechami. Czasem się udaje a czasem znowu jednak ulegamy pokusie i wybieramy ciszę i lokatora w naszym łóżku.
Jest jeszcze coś czego uczymy się na pierwszym dziecku - usypianie. Lecimy jakby się paliło, kiedy nasz maluch tylko zakwęka odłożony do łóżeczka. W konsekwencji, często kończy się na tym, że usypia ono tylko w naszej obecności i to jeszcze głaskane, przytulane, musimy śpiewać kołysankę, trzymać za rączkę lub inne tym podobne pomysły. Przy kolejnym dziecku dajemy sobie na wstrzymanie i idziemy dopiero kiedy słychać wyraźne wrzaski i nie ma nadzieji żeby dziecko samo się wyciszyło.
Odstawienie od smoczka. Wiadomo, że dla niektórych maluchów smoczek to najlepszy przyjaciel i pocieszyciel a także usypiacz, ale w pewnym momencie trzeba jakoś się tego towarzysza dziecięcego pozbyć i każda mama odkłada ten moment jak najdłużej się da. Mówi się, że rodzice bardziej przeżywają tą chwilę niż dziecko i coś w tym jest. Używamy jakichś przebiegłych sztuczek, kłamiemy w żywe oczy lub nawet bezczelnie uszkadzamy smoczki, żeby tylko nasze pociechy same się ich pozbyły. Ale im dłużej zwlekamy, tym gorzej jest się rozstać. Często więc przy drugim dziecku decydujemy się na ten krok dużo wcześniej lub w ogóle rezygnujemy z podawania smoczka (jeśli mamy wyjątkowo płaczliwy egzemplarz jest to jednak raczej niewykonalne).
Czego Wy nauczyliście się na swoich rodzicielskich błędach i czy rzeczywiście jest tak, że przy kolejnych wprowadzacie lub macie zamiar wprowadzić zmiany?


2 komentarze:

  1. Postanowienia to jedno, a co potem wychodzi, to drugie;) Ja widzę ile błędów popełniłam przy Filipie, i popełniam dalej. Mówię sobie, że przy następnym dziecku będzie inaczej, ale co czas przyniesie, to się okaże;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, ja kilka postanowień wprowadziłam w życie, ale czasem się nie da :)

      Usuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.