piątek, 28 lutego 2014

Malowane buzie :)

Dzisiaj dzień z serii: jesteśmy troszkę chorzy i wariujemy od siedzenia w domu. Wariacje od rana aż do wieczora. Wyciągamy po kolei zabawki, był dziś szpital dla misiów i lalek, było gotowanie w kuchni - wszystkie garnki i akcesoria kuchenne walające się po podłodze. Borys zaliczył fryzjera (takiego prawdziwego) a potem zahaczyliśmy o Lidla, żeby zrobić szybkie zakupy. Wpadły mi w oko kredki do malowania buzi, które kosztowały niewiele, a że już powoli kończą mi się pomysły na wymyślanie zabaw w czasie tego przymusowego siedzenia w domu, to pomyślałam, że takie kredki będą dobrym pomysłem. Nie myliłam się. Są miękkie, łatwo rysują po buzi dziecka, nie podrażniają skóry, łatwo dają się zmyć płynem  do demakijażu, olejkiem lub wodą z mydłem (tym ostatnim jednak troszkę trudniej). Zmalowaliśmy więc pieska, kotka, biedronkę, dodam tylko że niekoniecznie dające się jednoznacznie rozpoznać, ale liczy się radość tworzenia :D A potem była już tylko twórczość własna moich dzieci.





2 komentarze:

  1. No no co za arcydzieła :)
    U nas na chorobe pomagała tablica i kreda oraz pieczątki z ziemniaków .

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od jakiegoś czasu mam zamiar kupić kredki albo farbki do malowania buzi :) Wiem, że Córcia byłaby mega zadowolona. Póki co malujemy szminką i kredką do oczu ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.