poniedziałek, 31 marca 2014

Nowa energia

Jakoś tak przez ostatnie tygodnie nie miałam w sobie energii i witalności. Cały czas oczywiście robiłam swoje, ale wiele rzeczy, powiedzmy niekoniecznych do zrobienia - odpuszczałam. Głównie wiązało się to z moją osobą, na przykład olałam malowanie paznokci, a bardzo to lubię. Odpuściłam pielęgnację stóp, bo przecież i tak ich na razie nie widać - są w skarpetkach - naiwnie wmawiałam sobie, że sam balsam wystarczy. Zero maseczek, że o peelingach nie wspomnę. Po wizycie w szpitalu nie mogłam przez jakiś czas ćwiczyć. Starałam się zdrowo odżywiać, ale ostatnio coraz to częściej jakieś śmieci wpadały do menu. Brak czasu dla siebie to oczywista oczywistość dla każdej mamy. Wyzwaniem jest znaleźć ten czas, żeby coś dla siebie zrobić. Jeżeli na siłę tego nie zrobię, to na pewno nikt mi nie powie - Idź, zrób sobie teraz pedicure. No i w końcu nadszedł ten moment, że się ogarnęłam. Może to słońce a może to widok w lusterko w samochodzie, a w nim zmęczona twarz z kiepsko nałożonym podkładem (brak dobrego światła w łazience robi swoje). No i dałam radę zrobić sobie peeling (miód z solą - super działa) i maseczkę. A wieczorem poćwiczyłam i miałam nawet ambitny plan zrobić paznokcie, ale zostawiłam sobie to na jutro :) Mam nadzieję, że ta wiosenna wena mnie szybko nie opuści i zdążę :).
Macie czasem takie okresy braku energii i chęci do działania? Ja tak i bardzo tego nie lubię. Lubię za to te powroty do żywych.

Weekend był bardzo ciepły i dużo czasu spędziliśmy na zewnątrz - grillowaliśmy i wygrzewaliśmy się na słoneczku. Mieliśmy też gości, z czego szczególnie dzieciaki były zadowolone, świetnie się bawili razem z kuzynami.

piątek, 28 marca 2014

Pierwsze dziecko, drugie dziecko, trzecie dziecko...

Kręci się to życie. Od poniedziałku do piątku, od soboty do niedzieli. I od nowa. I kręci się coraz szybciej. Kiedy nie miałam dzieci myślałam, że czas mi szybko leci, ale teraz to on po prostu nabrał pędu, no co najmniej jak Pendolino. Nie ogarniam czasem i wcale się sobie nie dziwię.
Jak to nasze społeczeństwo się zmieniło...Przecież moja mama też miała troje dzieci. Tak jak jej siostry i większość mam, które znam z tamtego okresu. Wtedy rodziny z jednym dzieckiem były tak popularne jak dziś te z trójką. Rodziny wielodzietne (i nie mówię tu o 3 a co najmniej piątce, szóstce dzieci) nie należały do rzadkości. Sama znam dwie, a nawet trzy rodziny, gdzie było 8 dzieciaków. Teraz zanim kobieta zdecyduje, że chce mieć pierwsze musi mieć mieszkanie lub dom i umowę o pracę. A że to nie takie hop - siup, to ta decyzja odkładana z miesiąca na miesiąc, z roku na rok... A jak w końcu zapadnie klamka, że to ten moment no to nie rzadko okazuje się, że zajść w ciążę to nie jest tak łatwo jak się wydawało...
Jedno dziecko to już jest sukces w dzisiejszych czasach. Czasem to wymaga takiego wysiłku i nakładu finansowego, że nie chce się myśleć o kolejnym. Nawet jak w głowie kołysze się myśl, że fajnie żeby dzieciak miał rodzeństwo, to z drugiej strony pojawi się zmarszczone czoło szefa, który dowiaduje się, że znowu musi wysłać swojego dobrego pracownika na dłuuugi urlop.O ile jeszcze mama ma pracę. Bo to nie takie oczywiste jednak...
Dwoje dzieci to już dużo. Trzecie się zdarza - owszem, ale rzadko ludzie decydują się na więcej niż dwójkę z premedytacją. Dwójka oznacza już podwójne wydatki, a co dopiero troje lub więcej. Pieluchy, mleko, ubranka, buty, lekarze, lekarstwa, kosmetyki - wyliczać można bez końca. A o podwyżkę już nie tak łatwo, pracodawca ma gotową odpowiedź - kryzys jest.
Na szczęście rząd funduje nam piękną politykę prorodzinną - nie dawno wprowadzono urlopy rodzicielskie... kasy co prawda mniej, ale mama (lub tatuś) ma możliwość spędzenia z dzieckiem czasu, aż do momentu kiedy skończy rok. Kiedyś mamy mogły tylko o tym pomarzyć. O ile się nie mylę, to po trzech miesiącach trzeba było ruszać do pracy. A i ciąża nie uprawniała tak jak teraz do odpoczynku - kobiety pracowały do ostatnich dni przed porodem. Nie twierdzę, że teraz tak nie jest, ale zdecydowanie w mniejszym stopniu - lekarze dziś sami proponują zwolnienie, czego dawniej się nie praktykowało.
Abstrahując od materialno bytowych aspektów rodzicielstwa faktem jest też, że bycie mamą więcej niż dwójki dzieci wymaga bycia super bohaterem. A kiedy jeszcze te dzieci są zbliżone wiekiem... No cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko...


czwartek, 27 marca 2014

Dlaczego warto mieć dzieci

A warto, chociaż niektórzy na ten zaszczyt nie zasługują.
- by rano budzić się o 5:30 i usłyszeć: "mamo już jasno, wstawaj i rób kakałko"
- by w nocy słyszeć tupot bosych stópek biegnących do Twojego łóżka a za chwilę przytulić się do ciepłego mięciutkiego ciałka
- by zrozumieć, że Twój pocałunek ma cudowną moc uzdrawiania różnorakich urazów. Nawet kiedy pojawia się krew
- by widzieć kiedy robi pierwszy krok i mieć łzy w oczach, kiedy do Ciebie biegnie
- by razem piec ciasto i potem patrzeć jak wiercą się z niecierpliwości, kiedy będzie gotowe
- by patrzeć na uśmiechnięte buzie umorusane czekoladą
- by usłyszeć kocham cię mamusiu

Czasem nie wszystko przedstawia się w różowych kolorach, szczególnie kiedy:
- wychodzą zęby i wstajesz w nocy co 15 minut
- są chore i marudzą 24 godziny na dobę
- mają bunt 2, 3, 4... - latka i nie przyjmują do siebie żadnych tłumaczeń, a najczęściej używanym słowem jest NIE
- rzucają się w sklepie po podłodze, bo nie chcesz im kupić kolejnej kinder niespodzianki
-  robisz kolejne picie i okazuje się, że chciał herbatkę z miodem a nie wodę z soczkiem...
-  powtarzasz to samo zdanie 10 raz i masz wrażenie, że mówisz do ściany
Jest tego jeszcze trochę, nie sposób zliczyć, ale zdecydowanie każdy plus jest większy od minusa, a to sprawia, że każdego wieczoru, kładąc się do łóżka dziękuję, że mam to szczęście - moje dzieciaki :)


wtorek, 25 marca 2014

Pokoje życzliwości

Dzisiaj publikuję nie swoje słowa - poniższy tekst jest skierowany głównie do osób, które jeszcze się nie rozliczyły z fiskusem i nadal mogą przeznaczyć 1% swojego podatku na potrzeby innych. Jest taka inicjatywa, którą być może będziecie chcieli wesprzeć. Warto. Pamiętam, że kiedy ja leżałam z Sonią w szpitalu  to otoczenie nie należało do bardzo przyjaznych dziecku. Sonia była noworodkiem, ale na oddziale przebywały większe dzieci. My nie spędziłyśmy tam bardzo długiego czasu, ale są dzieci dla których szpital jest drugim domem. Warto stworzyć dla nich takie warunki, żeby mogły się poczuć jak w domu.

Kolorowe miejsca dla dzieci w szpitalach - Pokoje Życzliwości

"Pokój Życzliwości" to zbudowana od początku lub odświeżona świetlica w szpitalu na oddziale dziecięcym. 20 metrów kwadratowych – wstęp tylko dla dzieci. Przytulne sofy, specjalna kolorowa ściana z okrągłymi półkami i dywan w szachownicę. Tak właśnie wyglądają Pokoje Życzliwości. Ideą projektu jest stworzenie na szpitalnych oddziałach takich pomieszczeń, w których dzieci czują się jak u siebie w domu oraz chociaż na chwilę zapominają o trudnej rozłące z rodzicami i szpitalnym leczeniu.
"Pokoje Życzliwości" składają się z czterech stref: artystycznej, zabawy, edukacji i czytelni. Dzieci mogą tam korzystać ze sprzętu komputerowego, telewizyjnego, gier edukacyjnych i przyborów szkolnych a profesjonalny personel dba o bezpieczeństwo i prawidłowy przebieg każdej aktywności dzieci. W ten sposób możliwe jest połączenie podczas pobytu w szpitalu zarówno zabawy jak i edukacji.
Do tej pory udało nam się wybudować/wyremontować już cztery takie świetlice: 2 we Wrocławiu, 1 w Żorach oraz 1 w Oławie. Kolejna świetlica powstanie w Szpitalu Wielospecjalistycznym w Jaworznie. Jednak kolejne 40 placówek z całej Polski czeka na swoją kolej.

Przekazując 1% Twojego podatku Sam/Sama możesz pomóc w akcji i przyspieszyć czas oczekiwania na nową świetlicę w kolejnych szpitalach! :) 
KRS 0000280273


Stowarzyszenie Pozytywne.com



poniedziałek, 24 marca 2014

Nowy tydzień - nowe wyzwania

Nowy tydzień i nowe wrażenia, szczególnie dla Kalinki. Moja prawie 2,5 latka, od dzisiaj, z grupy Maluszków przeniosła się do grupy Przedszkolaczków. Oznacza to zmianę sali, zmianę pań i zmianę dzieci. Przygotowywałam ją na tą zmianę od jakiegoś czasu i widziałam, że nie jest do końca przekonana. Rano chętnie przebrała się w nowej szatni i wszystko było ok do momentu przejścia do sali. Tak, jak się spodziewałam zakończyło się płaczem i z ciężkim sercem zamknęłam drzwi, po tym jak przechwyciła ją na ręce Pani. Po południu, kiedy ją odbierałam, czekały na mnie super wieści. Kalinka cały dzień dobrze się bawiła, wcale nie płakała, świetnie się dogadywała z dziećmi i paniami, wszystko jadła i wołała siku. Na dodatek dostałam ślicznie pokolorowany obrazek, specjalnie dla mnie. Mam nadzieję, że tak już zostanie i mój mały Przedszkolaczek nadal będzie taki zadowolony z nowej grupy. Muszę też pochwalić Boryska - dzieciaki są teraz razem w jednej sali i Borysowi tłumaczyłam, że powinien opiekować się młodszą siostrą i podobno rzeczywiście tak robił, łapał ją za rączkę, bawił się z nią i mówił innym dzieciom, że to jego siostrzyczka. Taka to jestem więc dumna z moich Potworków - Przedszkolaczków :)



piątek, 21 marca 2014

Moja wiosenna wish lista

Nastała wiosna - pierwszy jej dzień i urodziny mojej mamy (w tym zabieganiu życzenia złożyłam jej dopiero przed wieczorem, a chodziło to za mną od samego rana...). Dzień, jak na pierwszy dzień wiosny przystało, był piękny i słoneczny. Zmieniliśmy kurtki na lżejsze, na nosie okulary przeciwsłoneczne, a po przedszkolu nawet nie wchodziliśmy do domu, tylko zostaliśmy na zewnątrz.
W związku z tym, że ta wiosna w końcu nas zaszczyciła zrobiłam sobie troszkę przegląd swoje garderoby i okazało się , że braki są i to duże. Ja wiem dokładnie, czym spowodowane. Po pierwsze okres ciąż - ubrania nie nadają się oczywiście, po drugie - okres po ciążowy - ubrania za wielkie. W końcu udało mi się dojść mniej więcej do rozmiaru, jaki nosiłam przed erą dzieci i nie mam co na siebie założyć. Postanowiłam więc zrobić sobie listę niezbędnych i podstawowych rzeczy, które muszę nabyć w najbliższym czasie. Pierwsze i podstawowe - dobrze dobrane staniki już mam. Wierzchnie ubrania, czyli płaszcze i kurtki również są. Najbardziej doskwiera mi brak spodni, najchętniej chodzę w dżinsach lub legginsach więc to zdecydowanie podstawowy zakup.
źródło: lee.com
Po drugie potrzebne są mi balerinki, baletki czy jak tam się zwą płaskie buciki do chodzenia na spacery, do samochodu i na zakupy. Uwielbiam szpili, ale na razie zostawię je na specjalne okazje, niespecjalnie nadają się do codziennych zmagań mamy trójki. Najgorsze jest to, że tych baletek jest tyle wzorów i kolorów, że najchętniej kupiłabym z 10 par. Albo 20.
źródło: cogdziezaile.pl
Okulary przeciwsłoneczne. Mam jakieś jedne, ale nie są super dobrane. Wpadły mi w oko te lustrzane i zachorowałam na nie :)
źródło: hm.com/pl

Brakuje mi też zwykłych topów czy koszulek. Kilka fajnych sztuk na pewno by się przydało :)

źródło:  reserved.com/pl
To tyle tych niezbędnych, choć oprócz tego przydałoby się jeszcze kilka całkowicie zbędnych, np. nowa torebka :)

czwartek, 20 marca 2014

Słoneczko

Dzisiaj słoneczko zaświeciło mocno i na długo. Zmieniłam w końcu zimową kurtkę na lekki płaszczyk i na nosie obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne. Nie wiem jak Wy, ale ja muszę mieć je zawsze w zasięgu ręki, bo mam bardzo wrażliwe oczy - nie ważne czy zima czy lato, ale przy silnym słońcu, a często dodatkowo wietrze, zaraz piecze i pojawiają się łzy. Więc okulary to mus. Okazało się, że nie tylko ja muszę je mieć, ale także moje dzieciaki. Nie wiem czy rzeczywiście z potrzeby, czy raczej to zachciewajka, ale od kilku dni męczą mnie rano przed wyjściem do przedszkola o okulary. Stare, z zeszłego roku raczej nie nadają się do użytku, na dodatek jedne gdzieś się zapodziały, więc rano nieopatrznie obiecałam, że kupimy nowe. Obiecałam i zapomniałam, ale szybko zostało mi przypomniane. Pierwsze słowa mojego syna, kiedy odbierałam go z przedszkola to: Jedziemy po okulary?? No skoro obiecałam, to nie wypadało słowa nie dotrzymać. W jednym sklepie udało się wybrać dla Kalinki, a że Borys nieco bardziej wybredny, to musiałam jechać do drugiego. Tam też szału nie było, no bo zwykłe dziecięce kolorowe, a on by chciał z dinozaurami albo przynajmniej z Zygzakiem McQuinnem. Niestety, musiał się zadowolić prostszym modelem. Mnie się bardzo podobają oba modele, bo są w miarę proste ale widać, że przeznaczone dla dzieci. Mam nadzieję, że słoneczko zostanie z nami na dłużej i okularki się przydadzą :)

środa, 19 marca 2014

Relaks Matki Polki

Relaks wiadomo, być musi, bo inaczej matka z cierpliwej, pomysłowej, kreatywnej anielicy zamieni się we wredną, zołzowatą, wiecznie niezadowoloną heterę, która ani dla dzieci ani dla męża nie ma nawet dobrego słowa, a o dobrym obiedzie nawet nie wspominam.
Zbyt wiele form relaksu taka mama to nie ma. Lekko łatwo i przyjemnie to nie jest. Ale coś się zawsze znajdzie, coby do cna nie zwariować. Matka Polka z natury istota pomysłowa, więc wiele z pozoru nudnych zajęć może przekuć w relaks. Albo przynajmniej wmówić sobie, że to był on - wszak można lekko zmanipulować fakty.
Jeżeli przyjąć, że jazda samochodem relaksuje, to codzienna poranna podróż przez zakorkowane ulice, aby zdążyć zawieść dzieci do przedszkola przed śniadaniem, możemy zaliczyć do odprężających zajęć. Pomijając fakt wrzeszczących za uchem małych przedszkolaków - za szybko, za wolno, jedź - masz zielone, stój - masz czerwone, spadło mi autko, spadła mi czapka (zazwyczaj spadają), pić, siku, jestem głodny/a, razi słoneczko... To wszystko i wiele innych należy po prostu ignorować. Z czasem matka potrafi się wyłączyć i czerpać prawdziwą przyjemność z jazdy. Nawet jeśli na dodatek stoi w korku...
Jak wiadomo powszechnie dobre jedzonko może skutecznie poprawić humor. Mamy też o tym dobrze wiedzą, na dodatek prawdziwe jest stwierdzenie, że ten kto sobie dobrze ugotuje ten sobie dobrze zje :) Więc mama często wczesnym rankiem przed pracą lub późnym wieczorem przygotowuje pyszne posiłki, żeby nie tylko ona, ale i cała rodzinka miała zasłużoną przyjemność. Niestety, żeby naprawdę się delektować, trzeba spożywać w porze snu dzieci. Inaczej będziemy zmuszone jeść zimne, albo kilkakrotnie podgrzewane, nie wspominając o tym, że ktoś bezczelnie może nam podjadać palcami wprost z talerza. Jest jedno wyjście, niektórym nie przeszkadza, że jedzą zamknięci samotnie w łazience - wtedy jednak szybko połykamy, zanim nikt nas nie znajdzie i nie przeszkodzi w relaksie.
 Łazienka to w ogóle dobre miejsce na wypoczynek dla matki. Przychodzi przecież w końcu taki moment w czasie dnia, że dzieci śpią, smaczny obiad ugotowany, dom ogarnięty i  możemy odprężyć się w wannie pełnej ciepłej piany. To świetny relaks dla zmęczonej mamy. Trzeba tylko uważać, żeby jakaś zabłąkana zabawka nie wbiła nam się w kość ogonową. Trzeba też mieć uchylone, a najlepiej otwarte drzwi, żeby słyszeć czy nic się nie dzieje, np. czy nikt nie płacze, bo miał zły sen, albo chce mu się pić. W takim wypadku należy mieć przygotowaną matę antypoślizgową bo zrywając się odruchowo z wanny można sobie to i owo uszkodzić.
Na koniec autentyk, który skłonił mnie do napisania tego tekstu. Otóż mąż czy też partner również może chcieć dla nas wypoczynku. Jedni zafundują żonie masaż, inni wręcz cały weekend w spa. Mój, jakże wspaniałomyślnie wysłał mnie na... pokaz garnków!!! Przyznacie, że to zasługuje na respekt - mało kto wpadłby na taki pomysł :) Dla mnie bomba - odpocznę przez godzinkę w zacnym towarzystwie, na dodatek dowiem się (zapewne) jak mogę lepiej gotować (garów raczej nie kupię, bo coś czuję, że mnie nie stać). A i jeszcze jakiś prezent obiecali. Same korzyści i pełen relaks.



poniedziałek, 17 marca 2014

Pasztet z czerwonej soczewicy

Pyszny i szybki, czyli to co lubię najbardziej. Na dodatek zdrowy, może być świetną alternatywą dostarczenia białka dla roślinożerców (wiadomo, że w mięsku go najwięcej, ale białko roślinne jest również bardzo potrzebne dla naszego organizmu). Przepis pochodzi ze strony racjonalnystylzycia.wordpress.com.
Polecam, mi smakuje bardzo, mój mąż też się zajada (a jest typowym mięsożercą), siostra i mama już chcą przepis :)
Składniki:
1 szklanka soczewicy
2 szklanki wody
1 cebula
3 marchewki
3 jajka
oliwa z oliwek
1 łyżka przecieru pomidorowego
2 ząbki czosnku
curry
imbir
słodka papryka
sól i pieprz

Soczewicę ugotować w wodzie, po ugotowaniu dodać przecier pomidorowy. Cebulę, pokrojoną w drobną kostkę podsmażyć z marchewką startą na drobnych oczkach. Połączyć ze sobą i dodać jajka, czosnek, oliwę i przyprawy. Dobrze wymieszać. Masę wlewamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy w 180 st. przez 40 minut.
Smacznego!


sobota, 15 marca 2014

Dzieci, dzieci jak ten czas leci...

A jednak zimno przyszło - do końca łudziłam się, że jednak to pomyłka meteorologiczna i ranek powita mnie promieniami słońca i wiosenną temperaturą. Jakże się myliłam... Przyszło nam spędzić dzisiejszy dzień w domu, bo wichura i deszcze i co prawda gdzieniegdzie to słoneczko próbowało się przebić przez gęste chmury, ale niestety nie dało rady. A ja już wyciągnęłam rowerki, hulajnogi i inne mobilne sprzęty podwórkowego użytku....
Mimo to dzień upłynął nam miło w domowych pieleszach, mój nowy kuchenny pomocnik KitchenAid (tak, tak, chwalę się :)) pomógł mi zrobić ciasto na pizzę a potem jeszcze popełniłam szarlotkę z najprostszego przepisu, który zawsze wychodzi i każdemu smakuje. Potworki zadowolone, z faktu, że mają mamę w domu i nawet czasem udaje im się przetłumaczyć, że mama nie może przez jakiś czas dźwigać:) Czasem się udaje. Jedno jest pewne, coraz więcej czasu można im (a przynajmniej tej starszej dwójce) już zorganizować tak, że wspólnie się bawią. Do czasu, aż zaczną się kłócić... A to też niestety zdarza się coraz częściej.
Za to najmłodszy potworek raczkuje, a co za tym idzie, zjada wszystko co tylko jest mniejsze niż ziarenko grochu i uda się złapać w dwa małe paluszki. Wcina wszystko co jest pakowane przez producenta w słoiczki i opisane jako danie dla niemowlaków, ale domowym rosołkiem gardzi. Kąpie się razem z rodzeństwem i oczywiście próbuje wprowadzać swoje rządy - oj ciężko z nimi będzie jak podrośnie, ciężko. Popijanie wody z wanny to raczej codzienność, nie wiem co ona w niej widzi, ale wygląda jakby spijała jakiś nektar... A jak dopadnie gąbkę w łapki, to z radości mało jej zębami nie rozszarpie. Takie to dobre, naprawdę.
Tytuł notki tutaj mi się nasunął taki właśnie jak jest, bo pisząc to zdałam sobie sprawę, że ten czas ucieka nam tak szybko i tak szybko te dzieciaki dorastają. Najpierw chcemy żeby szybko, szybko zaczęły siadać i chodzić i mówić i same się sobą zajmować a za chwilę będziemy za tymi czasami tęsknić i czekać na chwilę, kiedy dzieci zechcą nam poświęcić czas wśród innych atrakcyjniejszych zajęć. To taka refleksja spontaniczna, że czasem trzeba się zatrzymać i łapać chwilę. Cieszyć się tym co jest tu i teraz i nie myśleć o przyszłości. W końcu w życiu liczą się tylko chwile :)




piątek, 14 marca 2014

A tymczasem...

No dobrze, była krótka przerwa spowodowana przede wszystkim brakiem czasu, na dodatek moje myśli krążyły praktycznie wokół tylko jednego tematu, więc ciężko mi było wziąć się w garść, a nie chciałam pisać notek tak na odwal się, po to żeby tylko napisać :) Teraz jestem z nową energią i nową siłą. Kilka dni spędziłam w szpitalu na planowanym dawno zabiegu, wszystko przebiegło pomyślnie i już wracam do świata realnego. Poza tym, że za bardzo nie mogę dźwigać, to czuję się dobrze i myślę, że za kilka dni będę całkiem jak stara Ewa :) Moje Potworki poza tym, że za bardzo nie odczuły mojej nieobecności, to jeszcze utargowały u tatusia nowe zabawki (on nie potrafi odmawiać i uwielbia przekupstwo jako metodę wychowawczą).
Tymczasem za oknem świat się budzi do życia, kwiatuszki kwitną, przyroda wita się wiosennie i jakoś tak z niedowierzaniem słucham informacji że jutro ma spaść śnieg z deszczem??? Na pewno to jakaś pomyłka. Ja już myślę o wakacjach i wygrzewaniu się na słoneczku. Raczej nie dane mi będzie opalać się na leżaku z drinkiem w dłoni i książką w drugiej, ale i tak długo bym tak nie wytrzymała, więc fakt, że będziemy ganiać za piłką i budować zamki z piasku obracam na plus. W końcu takie są zalety wakacji z dzieciakami. Nie mamy jeszcze wybranego miejsca, może polecicie coś w kierunku Włochy lub Chorwacja - byle nie bardzo daleko i przystosowane do pobytu z dziećmi?
A niżej zdjęcia z naszej niedzielnej wizyty u przyjaciół. Było świetnie!






czwartek, 6 marca 2014

Love

Wiem, wiem walentynki były dawno temu i wszyscy już o nich zapomnieli. Ale przecież w tym dniu co chwilę słyszałam albo widziałam hasła pod tytułem Kochać to trzeba zawsze a nie tylko jeden dzień w roku. Więc dzisiaj tekst pod tytułem LOVE i o tym, co się dla mnie pod tym słowem kryje.

Najpierw są rodzice - i to jest pierwsza miłość, nieskażona, niezmącona, szczera, bezwarunkowa, prawdziwa i naturalna. Jestem tak szczęśliwa, gdy pomyślę sobie, że trzy małe istotki darzą mnie takim uczuciem. I mam nadzieję, że zasłużę sobie żeby tak było zawsze. Bo zdaję sobie sprawę, że ta bezwarunkowa miłość niekoniecznie taka pozostaje na zawsze. Też trzeba o nią dbać i się starać. Teraz też doceniam to, co kiedyś stanowiło dla mnie powód do buntu i macham ręką na to, co kiedyś było dla mnie nie do przyjęcia...

Rodzeństwo - dużo ciepła, dużo radości, dużo szaleństwa. Czasem smutek, czasem zawód, czasem niedpowiedzenia. Ale każde nieporozumienie da się rozwiązać i każdy smutek z czasem zamienia się w uśmiech. Teraz wiem, że nie warto czekać, żeby powiedzieć siostrze albo bratu, że się go kocha. I tego uczę moje dzieci - żeby się kochały i szanowały nazwajem.

Ktoś kto jest na zawsze. Prawdziwe LOVE. Nie będę tutaj używać wielkich słów.Napiszę tylko, że mój mąż, odkąd go poznałam i do tej pory, oprócz mojego partnera życiowego jest także moim najlepszym przyjacielem.

Dzieci. Totalna i bezgraniczna miłość, za którą można oddać wszystko. To uczucie ciężko jest opisać słowami, ale każdy kto ma dzieci, wie o czym mówię. Mimo wszelkich trudów, znojów i ciężkich dni nie oddałabym za nic tego uczucia, kiedy małe rączki obejmują Cię za szyję a małe usteczka szeptają  kocham mamusię. 

To jest właśnie to co dla mnie kryje się w słowie Miłość i najważniejsze dla mnie jest żeby to trwało, bo co prawda jestem trochę wariatka, ale w tym temacie zmian nie lubię i nie chcę :)

wtorek, 4 marca 2014

Przymusowe zakupy

Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy... powiedziała kiedyś podobno Marlin Monroe i nie sposób się z nią nie zgodzić. Nigdy nie lubiłam robić zakupów z musu, a dzisiaj właśnie takie mnie czekały. Z musu, czyli w sytuacji, gdy zamiast kupić coś dlatego że mi się bardzo podoba, muszę kupić coś, bo koniecznie tego potrzebuję. A to wiąże się z szukaniem, przymierzaniem, wybieraniem. Na dodatek jestem dosyć wybredna i pierwsza lepsza rzecz, która mi wpadnie w ręce rzadko mnie zadowala. Ale dzisiaj moje zakupy, chociaż niejako z musu, to sprawiły mi bardzo dużą przyjemność. To w pewnym stopniu zasługa rodzaju towaru, ponieważ musiałam zakupić część garderoby zwaną biustonoszem.
Pewnie większość kobiet teraz doskonale się orientuje, że wybór a właściwie dobór pasującego biustonosza to nie taka łatwa sprawa jak się wydaje. Świadomość kobiet w ostatnich czasach pod tym względem znacznie się zwiększyła i coraz więcej pań odwiedza profesjonalne sklepy, w których kompetentne osoby pomagają nam dobrać rozmiar i rodzaj stanika. I ja też zdawałam sobie sprawę z tego jakie to ważne, ale jak do tej pory nie udało mi się trafić do sklepu z bielizną, w którym ktoś kompetentny doradziłby przy tym trudnym wyborze. Na dodatek zwlekałam z zakupem nowego stanika, bo najpierw ciąża, potem karmienie, biust co chwilę się zmieniał i ostatecznie zostałam z jednym biustonoszem, na dodatek rozciągniętym i za dużym. Wybrałam się więc do małego sklepiku, który specjalizuje się właśnie w brafittingu i trafiłam w dobre ręce. Miła pani pomierzyła mnie, dobrała rozmiar i pomogła mi wybrać idealny krój, który pasuje do mojego biustu. Nie oszukujmy, po trzech ciążach i karmieniach nie ma cudów i cudów się też nie spodziewałam. Chciałam po prostu dobrze dobrany stanik, który będzie trzymał to co trzeba na miejscu. Nie zawiodłam się, bo biustonosze nie tylko dobrze leżą, ale ładnie podnoszą i modelują piersi. Na dodatek są naprawdę ładne. Weszłam do sklepu z zamiarem zakupu dwóch sztuk ale wyszłam z trzema, bo ten ostatni tak bardzo mi się spodobał, że nie mogłam się oprzeć :)
Mogę tylko polecić wszystkim mamom - jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście, wybierzcie się do takiego fajnego sklepiku, gdzie miło spędzicie czas, a za jakiś czas Wasze piersi Wam za to podziękują :)
Nie wiem czy komuś przyda się namiar na sklep, w którym robiłam dzisiaj zakupy, bo mieszkam w małej miejscowości, ale na wszelki wypadek podaję - Atut Kobiety - sklep w Mielcu, na ulicy Wąskiej. Polecam, bo jestem naprawdę zadowolona :)

niedziela, 2 marca 2014

Weekend w czterech ścianach

Weekend upłynął nam w domowych pieleszach i nie nazwałabym go spokojnym... Dzieciaków jeszcze nie puściłam na zewnątrz i to odbiło się zdecydowanie na ich zachowaniu w domu. Było głośno, było bardzo głośno i nie koniecznie grzecznie i nie zawsze miło. Trochę czasu musiałam jednak poświęcić, żeby doprowadzić dom do jako-takiej użyteczności. Niestety, podczas gdy ja sprzątałam kuchnię, pokój zamieniał się w istne pole bitwy i na odwrót. Jedynym zauważalnym skutkiem moich starań są umyte podłogi w całym domu. Kolejny raz tak bardzo przemawia do mnie hasło: Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy... Mam je zresztą napisane na tablicy w kuchni. Są rzeczy w domu, których nienawidzę robić. Jedną z nich jest mycie kabiny prysznicowej. To zadanie przydzieliłam więc sobie na przyszły tydzień. O ile się czymś nie wykręcę.
Na szczęście całodzienne moje zmagania z nie-chorymi dziećmi zakończyły się miłym wypadem na piwo z mężem i przyjaciółmi. Taki komfort, że babcia została ze śpiącymi potworami. Kiedy wychodziłam to jeszcze spały... Kiedy wróciłam zastałam babcię z Soniakiem, który nawet nie myślał o spaniu. I chociaż mi się oczy zamykały to zasnęłyśmy dopiero o 2 nocy. Przy czym Sonia w naszym łóżku o zgrozo. I ją dopadł katar a dzisiaj doszła chrypka. Pewnie zmuszona będę zaliczyć jutro pediatrę. Myślę, że częściowo mogę to zwalić też na ząbkowanie, bo 3 ostatnie noce nie były szczególnie udane.
Niedziela to kompilacja fajnej rodzinnej zabawy i rodzicielskiego zaciskania zębów. Jak dobrze, że jutro dzieciaki idą już do przedszkola a mnie czeka relaks na fryzjerskim fotelu :)