piątek, 4 kwietnia 2014

Co nieco o dobrych radach

Świeżo upieczeni rodzice dostają masę dobrych rad od wszystkich dookoła - mamy, teściowej, cioć, przyjaciółek, koleżanek i znajomych. Czasem zupełnie obcy ludzie potrafią to robić. Sama nie jestem wyjątkiem, i jako "doświadczona" mama trójki dobrych rad udzielam. Pamiętam jednak, jak mnie często te przecież nie złośliwe komentarze denerwowały. Myślałam: Przecież sama wiem najlepiej co mam robić, poradzę sobie z własnym dzieckiem.
Mamę mogłam szybko skontrować, kiedy próbowała nie tylko uczyć mnie zajmowania się dzieckiem, ale sama wprowadzać swoje pomysły w życie. Moja odpowiedź, która zawsze skutkowała to: Wychowałaś już trójkę dzieci, teraz pozwól mi wychować swoje. Najczęściej reakcja była zadowalająca, mogłam spokojnie robić swoje. Oczywiście były i są rzeczy, których moja mama nie odpuszcza nigdy, np. czapka, która musi być zawsze na uszach - nawet wtedy, kiedy ja uważam, że niekoniecznie jest potrzebna. Mama jest po prostu na tym punkcie uczulona i czapeczki na uszkach moich potworków przeważnie są. Już z tym nie walczę. Nie wiem czy miało to jakieś znaczenie, ale trzeba jednak przyznać, że nigdy moje dzieci nie miały problemów zdrowotnych z uszami. Drugą sprawą, której pilnuje mama to kapcie na małych stópkach. No i znów - dla mnie nie jest problemem, kiedy dzieciaki biegają w skarpetkach lub na boso - sama często chodzę bez kapci. Ale babci od razu zapala się w głowie czerwona lampka i goni te moje potworki do ubierania kapciuszków. Oczywiście mnie też się obrywa, kiedy dzieciaki są na bosaka. A niech jeszcze złapią katar - od razu słyszę, że to przeze mnie bo nie pilnuję kapciuszków.
Coraz rzadziej słyszę dobre rady od obcych mi osób, ale był taki okres, że starsze panie namiętnie zaczepiały mnie na ulicy lub w sklepie. Zdarzyła się nawet taka sytuacja, kiedy pewna pani założyła mojemu dziecku jadącemu w wózku skarpetki, które cały czas spadały. Ja już dałam spokój, bo musiałabym je zakładać co 2 minuty :)
Koleżanki raczej nie porywały się na udzielnie mi rad, bo byłam w zasadzie pierwszą mamą w towarzystwie. Teraz zdarza mi się udzielać rad, mam nadzieję, że robię to niezbyt natrętnie. Zdarza się też, że ktoś zwraca się o radę do mnie. Zabawna sytuacja spotkała mnie kiedyś w sklepie. Mierzyłam w przymierzalni część bielizny zwaną stanikami (dobieranymi przez panią, która się tym zajmuje), kiedy zadzwoniła do mnie znajoma mama z pytaniem - co robić w przypadku biegunki. Oczywiście przekazałam jej całą moją wiedzę jaką na ten temat posiadałam, a kiedy skończyłam rozmawiać, pani ekspedientka spytała czy jestem lekarzem. Odpowiedź była taka oczywista - nie, jestem mamą :)




3 komentarze:

  1. Ja nie daję rad bo pamiętam jak mnie to wkurzalo słuchałam i wyrzucalam z pamięci, a teraz tez robie za doradcę bo moje koleżanki ze szkoly przypomnialy sobie ze mam dzieci....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię słuchać rad jak pytam, nie lubię natomiast jak ktoś mi narzuca swoje sposoby wychowania od tak se!.. a gdy ktoś mnie poprosi zawsze pomogę w kwesti - jak to było u nas!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi nikt nie daje rad. Czasem mi tego brakuje, ale zastanawiam się czy jakby mnie zasypywano radami, to bym się nie wkurzała;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.