piątek, 25 kwietnia 2014

Minął rok...

Rok temu, o tej godzinie miałam już moje trzecie dziecko po drugiej stronie brzucha. Jak to było? Ta ciąża była spokojna, choć z zaskoczenia, bardzo dużo emocji, pod koniec pełna napięcia i strachu, zakończona dość szybkim, wywoływanym porodem. Po urodzeniu malutkiej zaczęły się schody, okazało się, że z jej nerkami jest problem, o czym już TUTAJ pisałam. Spędziłyśmy razem miesiąc w szpitalu - Sonia nie miała przez ten czas okazji poznać swojego rodzeństwa, a właściwie nikogo z rodziny, poza mama i tatą... Był to czas tęsknoty, niepewności, strachu czy wszystko będzie dobrze.
Minął rok, przez ten czas przyzwyczailiśmy się do wizyt w szpitalu, chociaż za każdym razem mam stres, co nam powie nasza pani doktor. Na szczęście do tej pory wszystko idzie ku lepszemu, uzbroiliśmy się w cierpliwość i cieszymy się, że przede wszystkim mamy szczęśliwe zdrowe dziecko. Ten miniony rok dał nam wiele łez, ale też wiele radości. Pierwszy uśmiech, pierwsza przewrotka z pleców na brzuch (i odwrotnie), pierwszy ząb, nauka siadania, wstawania, raczkowania. Na pierwsze kroczki jeszcze czekamy, a kiedy to nastąpi, to już teraz wiem, że będziemy musieli mieć oczy dookoła głowy. Sonia nie lubi bowiem stać ani siedzieć w miejscu, lubi ruch i być tam gdzie coś się dzieje. Jak każde dziecko nie lubi być sama, więc kiedy nie ma mnie w zasięgu wzroku zaraz wyrusza na poszukiwania. Wystarczy zawołać ją po imieniu, a na jej buzi pojawia się wielki uśmiech.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać jej umiejętności, zalety, to co lubi robić i czego nie znosi. Ale napiszę tylko: Sto lat córeczko. I dużoooo zdrówka :)


6 komentarzy:

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.