środa, 23 kwietnia 2014

Moje sposoby na to, jak odreagować kiedy dzieciaki dały ci popalić

Każda matka chyba ma takie dni, kiedy ma zwyczajnie dość. Dość karmienia, dość przebierania, dość pocieszania, uspokajania, upominania, mycia, zabawy, gotowania, prania, odkurzania. Dość rozbitych kolan, mokrych od łez oczu, awantur bez powodu i histerii. Dość inhalacji, wmuszania syropów i mierzenia temperatury. No nie wierzę, że jest mama, która nigdy nie miała tego wszystkiego dość. Że nigdy nie przyszedł taki moment, że wszystko się nawarstwiło i mama jest bliska od wybuchu. Jeśli istnieją takie mamy, którym się to nie przydarza to szacunek, ale ja osobiście takich nie znam. Jakie ja mam sposoby, że nie wyżyć się w końcu na dzieciakach? Przede wszystkim muszę się przyznać, że moje sposoby czasem nie działają i zdarza się, że wyładuję swoje emocje na nich, szczególnie jeśli kolejny raz próbują sprawdzać moją wytrzymałość psychiczną i przesuwają jej granicę. Zdarza się i nie jestem z tego dumna, więc szybko potem próbuję się zrehabilitować i wynagrodzić im swoje wybuchy. Jeśli jednak uda mi się opanować to takim sposobem "na gorąco", który pozwala ochłonąć jest policzenie do 10. Czasem do 20. Albo jeszcze dalej. Kiedyś liczyłam w głowie a teraz liczę na głos i moje starsze potwory patrzą na mnie czasem jak na świra, ale często przyłączają się do liczenia i zamienia się to w zabawę. Ja się nieco odstresuję, a one znajdują zajęcie. Na dłuższą metę potrzebuję jednak bardziej skutecznych sposobów, żeby odreagować. Jednym z nich jest moje wieczorne skakanie - teraz jest moda na domowy fitness i ja też jej uległam i choć nie ćwiczę z Chodakowską to nie tylko moje ciało, ale też samopoczucie ulega zmianie na lepsze :)
Innym moim sposobem, żeby nie zwariować przy trójce Potworów i codziennej rzeczywistości jest po prostu ucieknięcie od niej (tej codzienności) chociaż na chwilę co jakiś czas. Faktem jest, że moim wybawieniem jest moja mama, która daje mi taką możliwość, że mogę sobie pozwolić na taką odskocznię raz na jakiś czas. Dla mnie totalnym odstresowywaczem (trudne słowo) jest buszowanie w lumpeksie. No i nie dość, że ja mam lepszy humor to cała rodzina obkupiona za małe pieniądze. Co jakiś czas wychodzimy też z mężem na pizzę, na piwo czy do znajomych. To naprawdę niezły zastrzyk nowej energii i siły. Na takie wyjście trzeba się przygotować, umalować, ubrać inaczej niż po domu, a to też jest dla mnie dawka przyjemności, bo lubię takie zabiegi. Nawet wśród codziennych obowiązków jest to dla mnie jakiś sposób, żeby oderwać się od rzeczywistości i moim zdaniem nic tak dobrze nie robi na poprawę humoru jak zrobienie sobie maseczki, peelingu czy kąpieli w pianie. Uwielbiam takie małe przyjemności.
Troszkę się tych sposobów uzbierało, ale chętnie poznałabym jeszcze inne. Tego nigdy za wiele, w końcu jeszcze wiele lat nasze dzieci będą nas wyprowadzać z równowagi, a my - mamy musimy sobie z tym dzielnie poradzić :)


6 komentarzy:

  1. Ja, gdy ogarnia mnie furia na moje potwory - uciekam z książką do wanny:). Pół godziny w izolacji i jestem jak nowa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny sposób, ja mam wannę ale rzadko w niej bywam, wolę prysznic (ale tam książki nie zabiorę :))

      Usuń
  2. Ja zjadam czekoladę, prasuje albo sprzątam mieszkanie, czasem się wydzieram i to wolą niż jak chodzę naburmuszona i nie można się do mnie zbliżyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się czasem wydzieram, ale nie jestem pewna czy to wolą... :)

      Usuń
  3. Śliczne zdjęcia =)

    http://dawidkwiatkowski-opowiadanie.blogspot.com/2014/04/14-rozdzia-planujac-przyszosc.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozbawił mnie Twój sposób z liczeniem, nie mogłam przestać się śmiać - mega pozytywnie:) Wg mnie najlepsze sposoby to po prostu wyjście z domu, czy na kawę z koleżanką czy na zakupy, polecam też kosmetyczkę, fitness lub jogę :) Z trójką dzieciaczków to pewnie trudno Ci znaleźć chwilę dla siebie w ciszy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.