piątek, 30 maja 2014

Ciasteczkowe Potwory

Dzisiaj, tak jak od kilku dni, brzydka pogoda. Pada i zimno... Więc trzeba bawić się w domu. Po przedszkolu wymyśliliśmy więc, że upieczemy ciasteczka. Tym bardziej mieliśmy na to ochotę, że dzieciaki znalazły zakupione kilka dni temu w Biedronce stempelki do ciastek. Wyszły więc szybkie, kruche, maślane ciasteczka - pyszne i słodkie.

Składniki:
175 g mąki pszennej
1 jajko
1 łyżka wody
125 g masła
50 g cukru pudru


Wszystkie składniki zagniatamy i formujemy w kulę, która powinna poleżeć około pół godziny w lodówce. Nasza leżała 10 minut, bo dzieciaki nie mogły się już doczekać wycinania ciastek. Wałkujemy na około 4 mm i wycinamy foremkami kształty. Układamy na blaszce i przez około 10 minut pieczemy w 190 st. C.




wtorek, 27 maja 2014

Stopy górą!

Dzisiaj postanowiłam zrobić coś dla siebie. Właściwie postanowiłam wcześniej, ale wprowadziłam w życie dzisiaj. Mówię o zadbaniu o moje stopy, czyli profesjonalnym pedicure. Przyznam się, że nie robię tego regularnie w salonach kosmetycznych a raczej sama dbam o stopy, ale dwa - trzy razy do roku oddaję się w ręce profesjonalistek. Po tych zabiegach moje stopy wyglądają świetnie przez długi czas i wystarczy, że poświęcam im minimum uwagi. Mam swój sprawdzony salon kosmetyczny, gdzie robię standardowy predicure - mam to szczęście być posiadaczką raczej niekłopotliwych paznokci, które równo rosą i nie wrastają w skórę. Dodatkowo robimy malowanie hybrydowe - pewnie większość zna tą metodę, ale napiszę, że jest to lakier który utwardzany za pomocą lampy UV utrzymuje się przez długi czas na paznokciach. Jest to tak nieskomplikowana metoda, że sama kiedyś zainwestowałam w taki zestaw startowy i robię sobie hybrydy w domowych zaciszu. W moim przypadku jest to wybawianie, gdyż zwykły lakier zazwyczaj odpryskiwał na drugi dzień od pomalowanie - taki urok i żadne utwardzacze, odżywki i bazy po lakier nic w moim przypadku nie działały. Hybryda daje mi ten komfort, że przez minimum tydzień cieszę się ładnymi paznokciami u dłoni a na stopach jest to dużo dłużej ( właściwie decyduje długość odrostu a nie sam lakier). A tak dzisiaj prezentują się moje stopy po wypieszczeniu przez uroczą panią kosmetyczkę :)

wtorek, 20 maja 2014

Jump!

Nareszcie słoneczko zaświeciło i lato zagościło z dnia na dzień właściwie na naszym podwórku :) Niespodziewanie zagościł też u nas nowy sprzęt ogrodowy, czyli trampolina. Niespodziewanie, bo pojechaliśmy kupić nawóz do trawy, ewentualnie oglądnąć meble ogrodowe, a skończyło się na spontanicznym kupnie trampoliny, którą oczywiście zaraz trzeba było złożyć i okazało się, że to kawał sprzętu, który zajmuje sporą część naszego podwórka (które nie jest za wielkie). Radość Potworów jednak była nie do opisania. Skakali do wieczora a następnego dnia rano, pierwsze co zrobili po wyjściu z domu to wskoczenie na trampolinę - zamiast wsiadać do samochodu i jechać do przedszkola :)
Nie wiem jakie ma wady (może poza możliwymi urazami, ale one grożą także w innych sytuacjach, np. na rowerze albo zjeżdżalni) ale zalet z pewnością sporo :) Sama chętnie poskakałam i muszę powiedzieć, że wbrew pozorom nie są to takie lekkie ćwiczenia jak się wydają. Stwierdziliśmy, że to będzie udany prezent na Dzień Dziecka - troszkę przed czasem, ale myślę, że trafiony.


piątek, 16 maja 2014

Moje książkowe tęsknoty

Deszcz pada nieustannie, chociaż dzisiaj zdarzyło się kilka przebłysków słonka. To daje nadzieję na kolejne dni. Może więcej tego słoneczka będzie. Kiedy dni są takie szare, deszczowe i chłodne wraca chęć na ciepłą herbatę, ciepły kocyk i ciekawą książkę. Zamiast książki moim czytadłem będą jednak blogi, które lubię odwiedzać. Szczerze mówiąc odkąd jestem mamą rzadko sięgam po książki... Muszą to być takie pozycje, które naprawdę chciałam przeczytać i wpadły mi akurat w ręce, ale to zdarza się niezmiernie rzadko. Zawsze jest coś ważniejszego - kolejne pranie, zmywanie, sprzątanie, czas dla dzieciaków, którego przecież nie mamy za wiele. A gdy przyjdzie wreszcie ta chwila spokoju, kiedy nic nie kołacze się z tyłu głowy, to najchętniej przyłożyłabym wtedy głowę do poduszki i zamknęła oczy. Nawet czasem tak robię, ale częściej siadam żeby ogarnąć swojego bloga, pomalować paznokcie czy obejrzeć coś w telewizji. Nie starcza czasu na książki. Moimi najważniejszymi lekturami stały się ostatnio bajki... też ciekawe i inspirujące, ale jednak... Tli się tęsknota za czasem, gdy książki niemal połykałam, nie spałam w nocy bo nie mogłam się oderwać dopóki nie przeczytałam ostatniego zdania. I wtedy ta satysfakcja i poczucie spełnienia. Brakuje mi tego. Może powinnam obowiązkowo wprowadzić nakaz przeczytania chociaż jednej książki na miesiąc. Skoro wśród tylu obowiązków udaje mi się znaleźć czas na pomalowanie paznokci, zrobienie maseczki czy oglądanie serialu to na pewno będę potrafiła jeszcze troszkę lepiej się zorganizować i przeczytać tę jedną wybraną pozycję. A jak jest u Was? Znajdujecie czas na czytanie? Lubie czytać czy wolicie inaczej spędzać czas?
fot. pinterest.com



środa, 14 maja 2014

Koślawe kolanka

Na bilansie dwulatka nasza pani doktor dała mi skierowanie dla Kalinki do poradni rehabilitacyjnej, ponieważ jej zdaniem nieprawidłowo stawia stopy. Wizytę mieliśmy dzisiaj i w związku z tym kilka zdań o tym jak należy dbać o małe stópki i czy warto sprawdzać czy wszystko jest ok.
Okazało się, że Kalinka faktycznie ma koślawe kolanka i płaskostopie. Dostałam skierowanie na ćwiczenia, ale jako, że terminy w Polsce mamy jakie mamy, to będziemy musiały jeszcze trochę na te ćwiczenia poczekać. W związku z tym postanowiłam nie czekać i już teraz zacząć w domu ćwiczyć małe nóżki. Pierwsze ćwiczenie, które przykazała nam wykonywać pani doktor jest z pozoru bardzo proste, ale dla tak ruchliwego dziecka jak Kalinka okazało się bardzo trudne. Dziecko powinno siedzieć po turecku i na każdym kolanku ma mieć położony ciężar jednego kilograma - np. kilo cukru lub mąki. Kalinka powinna siedzieć w tej pozycji minimum 10 minut i ledwo ledwo udaje nam się ten czas wytrzymać.

Na razie to jedno ćwiczenie, które na już wprowadziłam, a inne zalecenia, które powinno się wykonywać przy koślawości kolanek to:
- unikanie siedzenia w pozycji na klęczkach, gdy stopy i kolana skierowane są na zewnątrz. Najlepsza jest pozycja "po turecku"
- unikanie bardzo długich spacerów
- buciki z sztywnymi zapiętkami
Ćwiczenia, których część zamierzam wprowadzić w domu zanim uda nam się dostać na rehabilitację znalazłam na stronie http://www.zdronet.pl/kolana-koslawe

A na koniec jeszcze kilka faktów, jak należy dbać o małe nóżki, aby ustrzec nasze dziecko przed wadami. Nie dają one 100 procentowego powodzenia, bo czasem nie da się wady uniknąć, ale na pewno robią dużo dobrego.

- systematyczna kontrola bioderek w wieku niemowlęcym
- odpowiednie obuwie, gdy dziecko zacznie już chodzić (ze sztywnymi zapiętkami, znakiem żółtej stopy)
- częste bieganie boso
- nie używanie chodzika
- obserwacja bucików (jeśli ścierają się nierównomiernie to znak, że trzeba poradzić się specjalisty)
- zwróć uwagę jak siedzi Twoje dziecko (najlepiej "po turecku")

niedziela, 11 maja 2014

Co z tym smokiem?

Jeszcze przed urodzeniem Borysa wiedziałam, że będę mu podawać smoka. Zwolenników takiego rozwiązania jest pewnie tyle samo co przeciwników. Najważniejsze jednak jest żeby plusy nie przysłoniły nam minusów. Przykład Borysa utwierdził mnie w przekonaniu, że smok to nic złego a wręcz przeciwnie - potrafi zdziałać cuda. Mam wręcz wrażenie, że jest nie tylko najlepszym przyjacielem małego człowieka, ale jego rodziców również. Oczywiście do czasu... W pewnym momencie przychodzi ta chwila, kiedy smoczek zaczyna nam przeszkadzać, wręcz razi po oczach i podejmujemy tą trudną decyzję o odstawieniu. To nie tylko dla nas ciężka decyzja. Dla głównego zainteresowanego może wręcz być dramatem. Często jednak jest tak, że to rodzice bardziej przeżywają ten moment niż dziecko. Możemy mieć ten problem z głowy, kiedy z jakiegoś powodu smok sam przestanie być potrzebny jego właścicielowi - tak bywa na przykład w przypadku ząbkowania. Wiele dzieci właśnie w tym okresie odrzuca smoczek, bo podrażnia już i tak obolałe dziąsła. Czasem, z niewiadomych powodów maluchowi smoczek przestaje być potrzebny. Gorzej wygląda sytuacja, kiedy, tak jak u mnie dzieciaki przywiązują się do swojego przyjaciela i nie potrafią się z nim rozstać. Mam doświadczenie w temacie odstawienia smoczka tylko w przypadku Borysa. Kalinka i Sonia nadal są właścicielkami swoich pocieszycieli. Chociaż Kalinka ma go tylko do spania to zdecydowanie nie jest przygotowana na rozstanie, a ja uważam, że to już jest ten ostateczny moment.
Przy wszystkich moich dzieciach, na początku smoczek był niezastąpiony. Zaspokajał potrzebę ssania, co pozwoliło moim sutkom odetchnąć. Często wydaje się, że noworodek jest głodny, a tak naprawdę ma on wielką potrzebę ssania - odkryłam to już w czasie pobytu w szpitalu - Borys praktycznie nie mógł się oderwać od piersi. Pielęgniarka zasugerowała smoczek, który mój mąż szybko dowiózł i faktycznie zadziałało - synek spokojnie potrafił zasnąć na minimum dwie godziny. Przy dziewczynkach miałam smoczek spakowany do torby i nauczona doświadczeniem, podawałam im go od razu. Jednak każde dziecko jest inne i o ile Borys szybko smoczka zaakceptował jako swojego przyjaciela, to dziewczynki musiały się nauczyć współpracy z nim. Później smoczek nie tylko zaspokaja potrzebę ssania, ale staje się uspokajaczem w wielu trudnych sytuacjach.

Ponieważ właściwie nie wiem jak bardzo mam się spinać w temacie odzwyczajenia Kaliny od smoka postanowiłam usystematyzować wszystkie informacje jakie krążą na ten temat.
Fakty:
 -potrzeba ssania - udowodniono, że noworodek a później niemowlak ma ogromną potrzebę ssania, nie zawsze związaną z chęcią jedzenia, a często po prostu sygnalizującą potrzebę bezpieczeństwa, czułości, bliskości. Smoczek koi wtedy nerwy, przynosi ulgę i pozwala dziecku się uspokoić. Potrzeba ssania jednak robi się z wiekiem coraz mniejsza i w drugim półroczu życia dziecka można już odzwyczajać dziecko od smoka..
 - zaburzenia w prawidłowym ssaniu piersi matki - to może prowadzić do problemów z laktacją.
-  cytomegalia - choroba przenoszona przez ślinę - jest faktem, że rodzic może zarazić dziecko, ale tylko wtedy gdy nie przestrzegają zasad higieny i biorą smoczek do swoich ust
-uczulenie na lateks
- wady wymowy i wady zgryzu - większość logopedów uważa obecnie, że właśnie ssanie smoka powoduje późniejsze problemy z mową i wady zgryzu. Na moich dzieciach nie mogę tego potwierdzić, mówiły w wieku dwóch lat prostymi zdaniami. Kalinka obecnie w wieku 2,5 lat mówi pełnymi zbudowanymi zdaniami. O wadach zgryzu na razie nie mogę się wypowiedzieć, bo podczas wizyty u stomatologa nie stwierdzono nieprawidłowości, ale być może to jeszcze za wcześnie. Wady zgryzu mogą też być spowodowane źle dobranym smoczkiem, według specjalistów najlepsze są smoczki anatomiczne.
- dzieci, które nie dostały smoczka zaczynają ssać kciuk. A to z kolei może prowadzić do bardzo poważnych wad zgryzu.


Powszechnie znane sposoby na odzwyczajenie od smoczka.
Najpierw zacznę od tego, który sprawdził się przy Borysie, chociaż był bardzo spontaniczny i nieprzemyślany. Smoczki, których używał były już bardzo zniszczone i pogryzione, ale nie kupowałam nowych właśnie z tego powodu, że chciałam by już rozstał się ze swoim przyjacielem. Borys kochał je bardzo, ale jednocześnie zaczęło mu przeszkadzać to, że były takie pogryzione. Pewnego dnia a właściwie wieczoru przed spaniem powiedziałam mu, że smoczki pogryzły mu pieski i o dziwo podziałało. Zniszczone smoki wyrzuciłam od razu do śmieci.
Inne sposoby wymieniane przez rodziców to:
- zamiana za inną przyjemność - dziecko oddaje smoczek a w zamian może wybrać sobie nową przytulankę, słodycz lub inny drobiazg, który sprawi mu przyjemność i wynagrodzi stratę.
- niektórzy próbują smarować smoka sokiem z cytryny (albo innymi niezbyt przyjemnymi w smaku substancjami)
- stopniowo - najpierw ograniczamy użycie smoczka w dzień, potem podajemy tylko do spania a na koniec odstawiamy całkowicie. To jest sposób, który też wypróbowałam przy Borysie i Kalina jest teraz na etapie smoczek tylko do spania.
- nie odbierajmy dziecku smoczka w ważnym momencie np. pójścia do żłobka, narodzin brata lub siostry itp.
Teraz moim zadaniem jest w sposób jak najbardziej bezbolesny pomóc Kalince rozstać się ze swoim przyjacielem. Myślę, że wykorzystam najpierw ten sposób z zamianą na nową przytulankę, którą będzie sobie mogła wybrać sama.


poniedziałek, 5 maja 2014

Nie lubię poniedziałków

A właściwie tego dzisiejszego. Po tym wolnym (które dla mnie właściwie wolnym nie było, bo przecież do pracy póki co nie chadzam) jestem totalnie rozregulowana. Dom wygląda jak po przejściu huraganu, a ja nie wiedziałam właściwie za co się zabrać. Skończyło się na tym, że przynajmniej poprasowałam, resztę obowiązków zostawiłam sobie na jutro. Dzieciaki poszły do przedszkola, ale były tym faktem zdecydowanie zawiedzione. Przyzwyczaiły się do luźnych dni w domu i nie w smak im było wdrażanie się w przedszkolny rygor. Popołudnie spędziliśmy w domu, bo pogoda zdecydowanie przypominała tą wczorajszą (czyli zimno i wiatr). Też tak macie po dłuższym wolnym? Człowiekowi ciężko jest wbić się w codzienność, a przecież chcąc nie chcąc trzeba :). Mam nadzieję, że kolejne dni przyniosą lepszą pogodę, lepsze samopoczucie i lepszą organizację.
A na zdjęciu wspomnienie ciepłych dni i lodów:

niedziela, 4 maja 2014

Po długim weekendzie

Długi weekend to pojęcie względne. Dla moich dzieci z pewnością był długi, bo mieli 4-dniową przerwę od przedszkola. Dla mojego męża raczej nie różnił się od standardowego weekendu, bo 1 i 2 maja choć teoretycznie wolne od pracy, przeznaczył na pracę w domu. Dla mnie był to zdecydowanie bardzo pracowity weekend, jednak na pewno miło spędzony (poza kilkoma nerwowymi momentami :)). Cały czas, mimo niekorzystnych prognoz, łudziłam się, że jednak pogoda dopisze. Niestety... o ile 1 i 2 maja były pod tym względem całkiem ok, to pozostałe dni były chłodne, wietrzne i z opadami. Dzisiaj zdecydowanie więcej słońca, ale nadal zimno i wiatr.
Teraz liczę na ciepłe dni, dużo czasu spędzanego na zewnątrz (u nas mówi się  "na polu" a w innych rejonach Polski "na dworze"), dużo zabaw na placu zabaw, jazdy na rowerach i budowanie babek z piasku. Czekamy na lato i wakacje :)
Pracowity 1 maja, potem było już coraz zimniej :)