niedziela, 11 maja 2014

Co z tym smokiem?

Jeszcze przed urodzeniem Borysa wiedziałam, że będę mu podawać smoka. Zwolenników takiego rozwiązania jest pewnie tyle samo co przeciwników. Najważniejsze jednak jest żeby plusy nie przysłoniły nam minusów. Przykład Borysa utwierdził mnie w przekonaniu, że smok to nic złego a wręcz przeciwnie - potrafi zdziałać cuda. Mam wręcz wrażenie, że jest nie tylko najlepszym przyjacielem małego człowieka, ale jego rodziców również. Oczywiście do czasu... W pewnym momencie przychodzi ta chwila, kiedy smoczek zaczyna nam przeszkadzać, wręcz razi po oczach i podejmujemy tą trudną decyzję o odstawieniu. To nie tylko dla nas ciężka decyzja. Dla głównego zainteresowanego może wręcz być dramatem. Często jednak jest tak, że to rodzice bardziej przeżywają ten moment niż dziecko. Możemy mieć ten problem z głowy, kiedy z jakiegoś powodu smok sam przestanie być potrzebny jego właścicielowi - tak bywa na przykład w przypadku ząbkowania. Wiele dzieci właśnie w tym okresie odrzuca smoczek, bo podrażnia już i tak obolałe dziąsła. Czasem, z niewiadomych powodów maluchowi smoczek przestaje być potrzebny. Gorzej wygląda sytuacja, kiedy, tak jak u mnie dzieciaki przywiązują się do swojego przyjaciela i nie potrafią się z nim rozstać. Mam doświadczenie w temacie odstawienia smoczka tylko w przypadku Borysa. Kalinka i Sonia nadal są właścicielkami swoich pocieszycieli. Chociaż Kalinka ma go tylko do spania to zdecydowanie nie jest przygotowana na rozstanie, a ja uważam, że to już jest ten ostateczny moment.
Przy wszystkich moich dzieciach, na początku smoczek był niezastąpiony. Zaspokajał potrzebę ssania, co pozwoliło moim sutkom odetchnąć. Często wydaje się, że noworodek jest głodny, a tak naprawdę ma on wielką potrzebę ssania - odkryłam to już w czasie pobytu w szpitalu - Borys praktycznie nie mógł się oderwać od piersi. Pielęgniarka zasugerowała smoczek, który mój mąż szybko dowiózł i faktycznie zadziałało - synek spokojnie potrafił zasnąć na minimum dwie godziny. Przy dziewczynkach miałam smoczek spakowany do torby i nauczona doświadczeniem, podawałam im go od razu. Jednak każde dziecko jest inne i o ile Borys szybko smoczka zaakceptował jako swojego przyjaciela, to dziewczynki musiały się nauczyć współpracy z nim. Później smoczek nie tylko zaspokaja potrzebę ssania, ale staje się uspokajaczem w wielu trudnych sytuacjach.

Ponieważ właściwie nie wiem jak bardzo mam się spinać w temacie odzwyczajenia Kaliny od smoka postanowiłam usystematyzować wszystkie informacje jakie krążą na ten temat.
Fakty:
 -potrzeba ssania - udowodniono, że noworodek a później niemowlak ma ogromną potrzebę ssania, nie zawsze związaną z chęcią jedzenia, a często po prostu sygnalizującą potrzebę bezpieczeństwa, czułości, bliskości. Smoczek koi wtedy nerwy, przynosi ulgę i pozwala dziecku się uspokoić. Potrzeba ssania jednak robi się z wiekiem coraz mniejsza i w drugim półroczu życia dziecka można już odzwyczajać dziecko od smoka..
 - zaburzenia w prawidłowym ssaniu piersi matki - to może prowadzić do problemów z laktacją.
-  cytomegalia - choroba przenoszona przez ślinę - jest faktem, że rodzic może zarazić dziecko, ale tylko wtedy gdy nie przestrzegają zasad higieny i biorą smoczek do swoich ust
-uczulenie na lateks
- wady wymowy i wady zgryzu - większość logopedów uważa obecnie, że właśnie ssanie smoka powoduje późniejsze problemy z mową i wady zgryzu. Na moich dzieciach nie mogę tego potwierdzić, mówiły w wieku dwóch lat prostymi zdaniami. Kalinka obecnie w wieku 2,5 lat mówi pełnymi zbudowanymi zdaniami. O wadach zgryzu na razie nie mogę się wypowiedzieć, bo podczas wizyty u stomatologa nie stwierdzono nieprawidłowości, ale być może to jeszcze za wcześnie. Wady zgryzu mogą też być spowodowane źle dobranym smoczkiem, według specjalistów najlepsze są smoczki anatomiczne.
- dzieci, które nie dostały smoczka zaczynają ssać kciuk. A to z kolei może prowadzić do bardzo poważnych wad zgryzu.


Powszechnie znane sposoby na odzwyczajenie od smoczka.
Najpierw zacznę od tego, który sprawdził się przy Borysie, chociaż był bardzo spontaniczny i nieprzemyślany. Smoczki, których używał były już bardzo zniszczone i pogryzione, ale nie kupowałam nowych właśnie z tego powodu, że chciałam by już rozstał się ze swoim przyjacielem. Borys kochał je bardzo, ale jednocześnie zaczęło mu przeszkadzać to, że były takie pogryzione. Pewnego dnia a właściwie wieczoru przed spaniem powiedziałam mu, że smoczki pogryzły mu pieski i o dziwo podziałało. Zniszczone smoki wyrzuciłam od razu do śmieci.
Inne sposoby wymieniane przez rodziców to:
- zamiana za inną przyjemność - dziecko oddaje smoczek a w zamian może wybrać sobie nową przytulankę, słodycz lub inny drobiazg, który sprawi mu przyjemność i wynagrodzi stratę.
- niektórzy próbują smarować smoka sokiem z cytryny (albo innymi niezbyt przyjemnymi w smaku substancjami)
- stopniowo - najpierw ograniczamy użycie smoczka w dzień, potem podajemy tylko do spania a na koniec odstawiamy całkowicie. To jest sposób, który też wypróbowałam przy Borysie i Kalina jest teraz na etapie smoczek tylko do spania.
- nie odbierajmy dziecku smoczka w ważnym momencie np. pójścia do żłobka, narodzin brata lub siostry itp.
Teraz moim zadaniem jest w sposób jak najbardziej bezbolesny pomóc Kalince rozstać się ze swoim przyjacielem. Myślę, że wykorzystam najpierw ten sposób z zamianą na nową przytulankę, którą będzie sobie mogła wybrać sama.


10 komentarzy:

  1. Świetna notka ! Pociechy moje , też zamieniały smoczka na ulubioną maskotkę i działało :) . Lenka jeszcze śmiga z nioniem , jeszcze chwilka i też będę próbowała zamiany może się uda :). Pzd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia, mam nadzieję że u nas też łatwo i szybko pójdzie :)

      Usuń
  2. Mnie czeka odstawienie smoka u najmłodszego ale chyba go zgubimy w wakacje. Dasiek miał go do drugiego roku życia i wad zgryzu nie ma jak na razie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak jest ciepło to więcej zajęć i dziecko bardziej zmęczone więc łatwiej pewnie będzie mu zapomnieć :)

      Usuń
    2. Napewno choć czesto pada nam bez smoka, ale musi go trzymac w ręce...potem ląduje za łózkiem i do rana spokój....

      Usuń
  3. U nas odstawianie smoka odbyło się, kiedy Bartuś miał 19 miesięcy i trwało kilka sekund, bo tyle czasu zajęło mi wyrzucenie go do śmieci (schowanie, bo bałam się, ze mi się nie uda, ale Bartek widział, jak rzekomo go wyrzucam). Od tamtej pory ani razu o nim nie wspomniał. Pisałam o tym też na blogu - http://glamourmamablog.blogspot.co.uk/2013/10/smoczek-precz-precz-czyli-jak-to-z.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to całkiem bezboleśnie :) muszę poczytać :)

      Usuń
  4. U nas smoczek jest od początku, ale Filip potrzebował go tylko do zasypiania, potem wypluwał. Teraz czasem sobie z nim pochodzi, w nocy sam sobie znajdzie i ułoży się, żeby zasnąć. Mi to nie przeszkadza, mamy jeszcze czas. Tylko po co wszyscy na około się wtrącają w naszą kwestię smoczkową? Jakoś ludzi razi to, że roczne dziecko ma w buzi smoka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No roczne dziecko to mnie wcale nie dziwi, ale ludzie zawsze się uwielbiają wtrącać w nieswoje sprawy :)

      Usuń
  5. U nas jakoś smok był odkąd 3-4 miesiące skończyła. I koło 11 m-ca poszedł w odstawkę. Nie chciało mi się go wieczorem szukac i stwierdziłam ze złością, że pies zeżarł... Dziecko z żalem "bee hał hał beee" i polazło spac ;)
    Rano sama w to nie wierzyłam ;-) Ale twardo mi krzyczała na widok psa, że jest "bee" więc cóż :)
    powodzenia w działaniu!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.