środa, 21 stycznia 2015

5 lat minęło...

... jak jeden dzień. Naprawdę - niesamowite, że przez ten czas zdążyłam urodzić jeszcze dwójkę dzieci :D. Wydaje mi się jakby to było wczoraj... Rano odeszły mi wody, po południu zaczęłam czuć jakieś skurcze, a dopiero o 20:45 wykluł się długo wyczekiwany synek. Najpiękniejsze uczucie na świecie - w oczach pojawiają się łzy - nie z bólu, choć bolało bardzo, ale ze szczęścia, bo w jednej sekundzie ból przestaje być odczuwalny.
Jak wiele się zmieniło przez te 5 lat. Jak bardzo samodzielny stał się mój syn, choć tak naprawdę jeszcze nadal bezbronny i zdany całkowicie na nas, polegający na nas bezgranicznie. Umie już liczyć i dodawać, zna niektóre literki i coraz lepiej posługuje się tabletem (to akurat nie wiem czy jest powód do radości, ale jakieś osiągnięcie na pewno :)). Kocha dinozaury i superbohaterów, potrafi zatracić się w zabawie ulubionymi resorakami. Nie lubi sam spać co dotkliwie odczuwamy prawie każdej nocy... Chodzi na basen i uwielbia pływać. Sam o sobie mówi, że jego talentem jest szybkie bieganie i pływanie :) Lubi układać puzzle i grać w gry.  Jest tak naprawdę zwykłym pięciolatkiem - dla mnie jednak nie jest zwykłym dzieciakiem - jest najwspanialszym dzieciakiem pod słońcem!



2 komentarze:

  1. Wszystkiego najlepszego dla Solenizanta! Och tak, te dzieci tak szybko rosną :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sto lat dla jubilata niech rośnie zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.